9/28/2012

2 rozdział

Z perspektywy Loli w tle
-Cześć Kevin. To co zwykle proszę- powiedziałam do około dwudziestopięcioletniego mężczyzny, który pracował w mojej ulubionej kawiarni. Każdego ranka po drodze do szkoły skręcam w Lawrence Avenue i zatrzymuję się na chwilę w Starbucksie tylko po to, by napić się dużego waniliowego frappuchino z odrobiną brązowego cukru. Nie wyobrażam sobie dnia bez tego pysznego, chłodnego napoju. Kevin, który ma czarne, długie włosy rozpoznaje mnie od drugiego dnia mojego pobytu w Chicago, gdyż każdego ranka pojawiam się tutaj i zamawiam za każdym razem to samo.
-Proszę, Lola- powiedział Kevin podając mi zamówiony przeze mnie napój. Wręczyłam mu wyznaczoną sumę pieniędzy i z uśmiechem na ustach opuściłam lokal. Na szczęście nie musiałam iść daleko, gdyż zaparkowałam blisko i szybko weszłam do swojego białego kabrioletu, którego w Miami Ashley nazwała Tommy. Sama nie rozumiem dlaczego ludzie nadają swoim autom imiona. Takie rzeczy zwykle dzieją się w durnych amerykańskich filmach, gdzie to młodzież przed odjazdem mówi „Stella kochanie stęskniłem się za tobą. Jaka ty jesteś śliczna”. Zazwyczaj właśnie takim imieniem tępe osiłki zwracają się do swoich aut. Dla mnie to chore i niedorzeczne. Mój kabriolet to po prostu kabriolet lub samochód, a nie jakiś Tommy, Johny czy chuj wie kto jeszcze. Wsiadłam do swojego auta i ruszyłam nim zawracając na krajową dziewięćdziesiątkę, którą mogłam dojechać do mojej prywatnej i prestiżowej szkoły, której zapewne jak się domyślacie nienawidzę. Mimo, że spędziłam tam na razie jeden dzień, to szybko swojego zdania nie zmienię. Jedynie moje nastawienie co do Mout Carmel High School może odmienić pozycja w szkolnej elicie. Od dnia dzisiejszego będę starała się do niej w jakikolwiek sposób dostać. W nocy wszystko sobie przemyślałam i zrozumiałam jak działa ten ich system. Porównać to można do harcerstwa. Zayn jest drużynowym i to on rządzi nimi wszystkimi i mówi kto zostaje w drużynie, a kto nie. Przybocznego nie ma, ale jest Eleanor, która przypomina mi zastępową. To ona przewodniczy Jenny oraz Danielle. Jeśli chcę stać się ważną osobą w elicie, to muszę zbliżyć się do siostry Zayna. Jeśli ona mnie polubi, to w najbliższym czasie zdanie na mój temat może zmienić jej brat. Mam nadzieję, że zrozumieliście mój tok myślenia. A jeśli nie to zapewne z czasem we wszystkim się połapiecie. Kiedy tylko dojechałam na szkolny parking zaparkowałam blisko miejsc elity. Jednak nie popełniłam tego samego błędu co wczoraj i od razu zatrzymałam się na miejscu, znajdującym się obok samochodu należącego najprawdopodobniej do Liama, chłopaka Danielle. Przeglądając wczoraj jej twittera domyśliłam się, że uczy się ona tańczyć. Nie tylko zdjęcia z lekcji tańca o tym świadczą, ale także jej szczupła sylwetka, której każdy mógłby jej pozazdrościć. Jenny i jej przyjaciół nie było przy samochodach. Najprawdopodobniej czekali już oni w klasach na swoją pierwszą lekcję. Przed opuszczeniem swojego kabrioletu przejrzałam się w małym lusterku. Na szczęście makijaż się nie rozmazał i nadal wyglądałam ślicznie. Dzisiejszego dnia ubrana byłam w bordową, luźną
koszulkę od Prady, krótkie obcisłe szorty we wzory Burberry i czarne motocyklowe buty za kostkę Alexandra Wanga. Do tego stroju jako dodatek wybrałam dla siebie brązowy kapelusz Elli Moss oraz prześliczny musztardowy sweter Juicy Couture. Kiedy już sprawdziłam czy wszystko mam przy sobie opuściłam swój kabriolet i ruszyłam w kierunku schodów, które rozchodziły się na dwie strony. Trzeba przyznać, że Mout Carmel High School jest ładnie i interesująco zbudowana. Jak na razie jest to jeden z lepszych budynków szkolnych do jakich uczęszczałam. Jednak kiedy przez ostatnie dwa lata mieszkałam w Miami to rzadko bywałam w szkole. Nie tylko opuszczałam zajęcia lekcyjne z powodu wagarów na które często chodziłam z Ash i naszymi przyjaciółmi, ale także dlatego, że to właśnie tam dbałam o swoje interesy zawodowe. Częstsze sesje zdjęciowe i udziały w pokazach mody na samym początku załatwiała mi moja mama. Jednak już po pierwszym udanym udziale w tak rozrywkowym widowisku znani projektanci zaczęli mnie szukać co spowodowało, że moja kariera zaczynała się rozrastać. Jednak pod koniec grudnia paparazzi przyłapało mnie na tym jak mocno pijana i po części też najarana wracałam ze świątecznej imprezy. Od tego krótkiego, ale głośnego skandalu moja kariera w powolnym tempie zaczęła zanikać. Może właśnie przez to moja mama i ojczym chcieli opuścić Miami? Freddy, który jest znanym reżyserem zapewne musiał najadać się wstydu w pracy przeze mnie. Nikt nie chciałby przecież słyszeć na temat swojej podopiecznej, że jest rozpieszczoną smarkulą, która interesuje się tylko imprezami. Mimo, że to poniekąd prawda i każdy doskonale o tym wie, to i tak moi rodzice nie lubią słuchać na ten temat. Kiedy znalazłam się już przy schodach zauważyłam, że po prawej stronie na stopniach siedzi święta ósemka, która zawzięcie o czymś ze sobą rozmawiała. Głośno westchnęłam i jak niby nigdy nic zaczęłam wchodzić po schodach. Zayn, który jako pierwszy zobaczył moją osobę szepnął coś do swoich przyjaciół, którzy w niedyskretny sposób spojrzeli na mnie. Od razu wiedziałam, że brat Jenny mówił coś o mnie. Gdy przechodziłam obok nich uśmiechnęłam się do Eleanor i Jennifer, które z zaciekawieniem przyglądały mi się, co spowodowało, że miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Nie rozumiem ich zafascynowania moją osobą. Nie różnię się zbytnio od przeciętnej nastolatki. To co, że miałam swój udział w modelingu. Nadal jestem nastolatką i zachowuje się tak samo jak inni. Przed pójściem do gabinetu, w którym miałam mieć lekcję języka angielskiego zatrzymałam się na chwilę przy swojej szafce. Wiele uczniów ozdabiało jej wnętrze, ale ja nie miałam na to ochoty. Ciągle żyję nadzieją, że w najbliższym czasie moja mama lub ojczym otrzymają propozycję udziału w jakimś ważnym projekcie i będziemy musieli wyjechać z Chicago. Może do Australii? Podobno jest tam bardzo ciepło i przyjemnie. Mediolan też byłby bardzo ciekawym miejscem zamieszkania. To miasto znane jest przecież jako światowa stolica mody. Mojej mamie i mi zapewne by się tam spodobało. Wyjęłam z szafki potrzebne mi na dzisiejszy dzień rzeczy i ruszyłam w stronę schodów, dzięki którym mogłam dostać się na pierwsze piętro, gdzie w jednym z wielu gabinetów odbyć miała się moja pierwsza dzisiejsza lekcja. Nie wiem dlaczego, ale gdy weszłam do klasy wszyscy siedzieli już na swoich miejscach. Nawet nauczyciel znajdował się przy biurku, które zrobione był z jasnego drewna. Gdy tylko mnie zobaczył podniósł się i zobaczyłam wtedy, że jest on wysokim mężczyzną, który miał może sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Widok tak wysokiej osoby w wieku dwudziestu pięciu lat zszokował mnie.
-Zapewne jesteś Lourdes Martinez- zwrócił się w moim kierunku podchodząc do mnie.
-Po prostu Lola- powiedziałam miłym głosem nie chcąc już na pierwszej lekcji zniechęcać go do siebie.
-Dobrze Lola. Jestem Charles Cooper i od dnia dzisiejszego uczę cię angielskiego. Mam nadzieję, że moje lekcje spodobają ci się - dodał ściskając delikatnie moją chudą dłoń. Trzeba przyznać, że wysoki, czarnowłosy mężczyzna ubrany w niebieską, elegancką koszulę i czarne obcisłe rurki przypominał poniekąd homoseksualistę. Lub prościej mówiąc geja. Rozglądając się po klasie zauważyłam, że wiele dziewcząt jest zapatrzona w niego jak w obrazek. Miałam wielką ochotę powiedzieć na cały głos „Niestety dziewczynki odpuście go sobie. Nie widzicie, że jest gejem?”. Jednak moja kultura osobista wzięła górę i schowałam język za zębami.
-Proszę Lola, usiądź w tamtej ławce- powiedział wskazując na jedyne wolne miejsce znajdujące się obok NIEGO. Kto by się domyślił, że właśnie z NIM będę miała lekcję języka angielskiego. Zayn, który wiedział, że zbliżam się w jego kierunku schylił głowę i najprawdopodobniej wyszeptał ciche „kurwa”. Nie było ono zbyt ciche, gdyż nawet ja, będąc w połowie sali usłyszałam je. Widocznie bratu Jenny nie podobało się to, że na drugim już przedmiocie siedzimy razem. Widocznie tak już musiało być i nikt tego nie zmieni. Usiadłam na wysokim stołku, który obity był skórą. Na czarnym, połyskliwym blacie położyłam swój nowy, ale pomazany już zeszyt i podręcznik, który kupiłam kilka dni temu w księgarni znajdującej się na jednej z pobliskich ulic. Ten gabinet niczym nie różnił się od poprzednich. No oprócz pojedynczych przedmiotów. Na przykład w tej sali znajdowało się wiele rzeczy związanych z teatrem. Na samym końcu pomieszczenia wybudowany był mały podest oraz niska czerwona kurtyna. Zapewne pan Cooper lubił odgrywać scenki teatralne. Od razu mogę powiedzieć, że ta lekcja będzie jedną z gorszych, gdyż nie przepadam za takimi zajęciami. Nie lubię grać, bo po co wcielać się w osoby, którymi się nie jest? Trzeba zawsze być sobą i nigdy, ale to przenigdy nie naśladować innych.
-Cześć- powiedziałam do Zayna gdy rozpakowałam już wszystkie swoje rzeczy. Malik dzisiejszego dnia ubrany był w białą koszulkę. Na to narzuconą miał czerwoną koszulę w kratę, której rękawy podwinął. Najprawdopodobniej swoją odzież wierzchną miał od Alexandra Wanga, gdyż to właśnie on produkuje takie ubrania. Na nogach miał dżinsowe rurki oraz biało-czarne Air Maxy. Trzeba przyznać, że Zayn umie się ubrać. Taki styl się ceni. Malik nic nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie podnosząc swój wzrok znad zeszytu.
-Nie sądzisz, że powinieneś odpowiedzieć mi nawet głupie „cześć”? To trochę niekulturalne z twojej strony- powiedziałam szeptem. Brązowooki zdziwiony spojrzał na mnie. Widziałam po jego zachowaniu, że powstrzymuje swój napad śmiechu. W tym momencie chciałam krzyknąć na cały głos by się uspokoił i powiedział mi co jest nie tak, ale Zayn zapewne zauważył moją niezadowoloną minę, gdyż powoli uspokajał się.
-Wolę być niekulturalny, niż kurewsko chamski- rzekł cichutko, udając że czyta coś w swoim podręczniku. Nie wiem kiedy, ale widocznie musiałam być bardzo zamyślona, gdyż nawet nie zauważyłam, że Zayn otworzył swoją książkę.
-Uważasz, że jestem chamska? Co ja ci kurwa niby takiego zrobiłam?- spytałam chcąc dowiedzieć się co ma na myśli. Nic takiego mu przecież nie zrobiłam, a już zapewne nie mam zamiaru go przepraszać. Po pierwsze nie przepadam za nim. Po drugie nie przepraszam ludzi. Po trzecie jest mi to kurwa obojętne co on o mnie sądzi. Po czwarte nic mu do cholery nie zrobiłam.
-Mi nic. Ale Jenny i Louisowi już tak- odpowiedział spoglądając mi prosto w oczy. Lubię utrzymywać z kimś kontakt wzrokowy, gdyż oznacza to, że ktoś jest pewny siebie i stanowczy. Widać, że ja i Zayn jesteśmy zbudowani z podobnej gliny. Chociaż trzeba przyznać, że w tym momencie nie wiedziałam co mam powiedzieć na wypowiedziane przez niego przed sekundą słowa. Może powinnam zacząć się kłócić? Ale jeśli chcę przynależeć do szkolnej elity to muszę zachowywać spokój i pozory. Powinnam przez jakiś czas na bok odłożyć swoje niemiłe, a zarazem szczerze komentarze. Wiem, że często ranią one ludzi, ale chyba lepiej jest usłyszeć szczerą prawdę niż najgorsze kłamstwo. Przynajmniej ja mam takie zdanie na ten temat.
-Powinnaś ich przeprosić- szepnął Malik, wyrywając mnie przy tym z rozmyślań. Na jego słowa zareagowałam tylko wzruszeniem ramion. Przecież Tomlinson sam podszedł do mojego auta i nie odsunął się w porę. Domyślam się, że powinnam powiedzieć coś w stylu „Koleś, suń się, bo chcę wyjść”, ale nie wypowiedziałam tych słów, gdyż myślałam, że się domyśli. Widocznie byłam w błędzie. A styl w jaki wypowiada się większość uczniów Mount Carmel High School porównać można do ulicznego slangu. Sądziłam zawsze, że w tak prestiżowej szkolne nie spotkam ludzi, którzy wychowują się w slumsach lub pochodzą z getta.
-Jeśli ich nie przeprosisz, to zbytnio nie mamy o czym rozmawiać.
Po tych słowach Zayn wyjął swojego czarnego iPhone’a i zaczął grać w „Angry Birds”. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego ta gra w ogóle kogoś interesuje. Głupie kolorowe ptaszki niszczą bezsensowne budowle. Wgrywanie takich aplikacji na iPhone’a czy inne telefony jest moim zdaniem głupią rzeczą. Lepiej ściągać sobie jakieś przydatniejsze i o wiele ciekawsze aplikacje. Brat Jenny przez resztę lekcji bawił się swoją komórką. Ja także nie byłam gorsza i przeglądałam tweety moich znajomych. W pewnym momencie na tablicy głównej natrafiłam na wpis Jenny, która wczorajszego popołudnia zaczęła obserwować mnie na twitterze. Nie lubię zbytnio się pospolitować, ale wiem, że jeśli chcę wzbudzić jej sympatię to także powinnam śledzić jej wpisy na znanym serwisie społecznym. Dodała swoje zdjęcie z zeszytem od języka angielskiego, które podpisała „A tak uczę się angielskiego ♥”. Naprawdę
zastanawiam się, co ona ma w głowie? Jest inna niż nasi rówieśnicy. Sposób jej myślenia i to w jaki sposób się zachowuje sprawia, że każdy ma ochotę mówić jej jaka to ona jest słodka i kochana. Patrząc na nią widzę słodką czternastoletnią dziewczynę, która szaleńczo poszukuje miłości swojego życia. Gdy przyjrzałam się zdjęciu w cichy sposób prychnęłam pod nosem i ponownie zaczęłam przeglądać wpisy moich znajomych. Nie wiem czy pan Cooper zdaje sobie sprawę z tego, że nikt go nie słucha. Większość uczniów zajęta jest swoimi sprawami, a druga część, głównie żeńska zapatrzona jest w jego idealnie wyrzeźbioną sylwetkę, którą opinała jego elegancka koszula. Wracając do twittera. Zauważyłam, że wczoraj zdjęcie także dodała Danielle. Na fotografii oczywiście znajdowała się ona, oraz jej chłopak Liam. Brązowowłosa dziewczyna całowała go w policzek. Podpisała go „z najukochańszym :*”. To takie słodkie, ale czy mogę już wymiotować? Zapewne nie… Nawet nie zauważyłam, że lekcja się
skończyła. Dopiero Zayn szturchnął mnie lekko w ramię i powiedział:
-Księżniczko, ocknij się.
Nic więcej nie dodał tylko szybkim krokiem opuścił salę lekcyjną. Wrzuciłam do torby wszystkie swoje rzeczy i chciałam opuścić już gabinet od języka angielskiego. Niestety po drodze zatrzymał mnie nauczyciel i powiedział:
-Lola, czytałem twoje dokumenty z poprzednich szkół. Byłaś bardzo zdolną uczennicą. Mam nadzieję, że twoje stopnie z języka angielskiego nie spadną do poziomu tych… No przyznajmy szczerze kretynów. Na czterdzieści osób może z pięć jest aktywnych- powiedział z szerokim uśmiechem.
-Oczywiście- powiedziałam miłym głosem, niestety kłamiąc. Na lekcjach nigdy nie byłam udzielającą się uczennicą. Zawsze rozmawiałam ze znajomymi i miałam w dupie co mówi do mnie nauczyciel. Sama się sobie dziwię, ale większość sprawdzianów pisałam na oceny bardzo dobre, a czasem nawet celujące. Czy mam talent? Nie, to po prostu głupie szczęście.
-A teraz idź na lekcję.
Powiedział Charles na co ja zareagowałam miłym uśmiechem. Pan Cooper jest naprawdę sympatycznym nauczycielem i sądzę, że szybko złapiemy ze sobą dobry kontakt. Opuściłam gabinet i skierowałam się w stronę szkolnych szafek, z których chciałam wyjąć chemię. Nienawidzę tego przedmiotu. Obojętnie czy nauczyciel będzie miły i w ciekawy sposób prowadzić będzie lekcję. Chemia to najtrudniejszy i najgorszy przedmiot jaki może być. Nie rozumiem ludzi, którzy rozumieją ten owy przedmiot ścisły. Przystanęłam przy szafkach w kolorach fuksji. Ta część szkoły jest najgłośniejsza i naprawdę widać co się tutaj dzieje. W niektórych kątach można dostrzec osoby, które się biją lub sprzedają jakieś rzeczy. Zazwyczaj były to prochy. W jednym miejscu stała grupka uczniów, którzy w dziwny sposób zachwycali się chemią, fizyką, biologią i innymi przedmiotami szkolnymi. Ale w najbardziej widocznym miejscu stali ONI. Nasza szkolna elita, która jak zwykle uśmiechnięta była od ucha do ucha. Jenny, która odłączona była od reszty swoich przyjaciół rozmawiała z Niallem. Ona ubrana była w białą, jedwabną koszulkę z rękawami 3/4, krótkie
 kremowe szorty i tego samego koloru buty oraz czarne rajstopy i tej samej barwy torebkę od Chanel. Niall miał na sobie biały, obcisły T-shirt, granatowy sweter od Tommy’ego Hilfigera, czarne, obcisłe rurki oraz białe Nike’i za kostkę. Farbowany blondyn z zaciekawieniem i radością opowiadał o czymś blondynce. Ona najwyraźniej mu się nie przysłuchiwała, gdyż patrzyła na niego „tym” wzrokiem. Mam nadzieję, że rozumiecie co rozumiem przez „ten” wzrok. Oczywiście już pierwszego dnia domyśliłam się, że Jenny jest zauroczona, a może nawet zakochana w Niallu. Biedna dziewczynka. On nawet nie zauważa tego, że jego najlepsza przyjaciółka darzy go czymś więcej niż przyjaźnią. Ale ona najwidoczniej jakoś sobie z tym radzi. Przestałam im się przyglądać i ponownie wyjęłam z torby kilka rzeczy, a wsadziłam do niej chemię oraz matematykę, którą miałam mieć zaraz po znienawidzonym przeze mnie przedmiocie. Z lekkim hukiem zamknęłam drzwiczki szafki i odwróciłam się w kierunku schodów, którymi podążyć miałam na pierwsze piętro. Niestety na kogoś wpadłam.
-O przepraszam- powiedziała pośpiesznie Jenny, która okazała się moim napastnikiem.
-Nic się nie stało- odpowiedziałam. Obok niej stał Liam, który oficjalnie jeszcze mnie nie znał.
-Liam Payne- powiedział wyciągając w moim kierunku rękę. Chcąc udawać miłą osobę, uścisnęłam ją i rzekłam:
-Lourdes Martinez.
-Co masz teraz?- spytała się mnie szeroko uśmiechnięta blondynka, gdy w ramię w ramię ruszyliśmy w stronę schodów. Po sekundzie wchodziliśmy już po stopniach.
-Niestety chemię- odpowiedziałam z niechęcią. Metan, etan, propan, butan, sreptan. Do czego mi się to w życiu przyda? Widać przecież, że nie będę żadną chemiczką ani biologiczką. Jeśli miałabym skończyć jako nauczyciel pracując w beznadziejnej szkole i za skandalicznie niską stawkę to zapewne uczyłabym któregoś z przedmiotów humanistycznych. To właśnie w tym prędzej się odnajduję.
-Wspaniale. Czyli masz lekcję ze mną i z Liamem- dodała Jenny, która była tym faktem najprawdopodobniej podekscytowana. Z jej twarzy nie schodził uśmiech. Brązowowłosemu najprawdopodobniej to nie przeszkadzało. Wyglądem poniekąd przypomina mi chłopaka, który cały czas się uczy i nie odrywa wzroku od książek. Ale może prawda jest inna? Bo co do cholery jasnej robiłby w szkolnej elicie?! Kiedy znaleźliśmy się już w gabinecie chemicznym nie zdziwiłam się, gdy zauważyłam wiele rzeczy związanych z tym właśnie przedmiotem. W równych od siebie odstępach wisiały tablice, na których napisane były wzory na otrzymywanie niemetali lub innych gówien, oraz tablice Mendelejewa i wiele innych, nikomu nie potrzebnych rzeczy. Klasa miała taki sam układ jak poprzednie gabinety i znowu, po raz kolejny z resztą musiałam zapoznać się z moim nowym nauczycielem. Liam nic nie mówiąc usiadł obok jakiegoś chłopaka naprzeciwko wykładowcy chemii. Mimo, że do końca przerwy zostało kilka minut to w gabinecie było tylko około dwudziestu uczniów. Wszyscy z zaciekawieniem przyglądali się mi i Jenny, która z uśmiechem podeszła do starszego, siwowłosego mężczyzny, któremu prawie z czubka nosa spadały okulary. Malik chrząknęła na co nauczyciel zareagował lekkim wzdrygnięciem. Najprawdopodobniej moja znajoma wyrwała go z rozmyślań. Kiedy spojrzał na nas i uśmiechnął się, blondynka zaczęła mówić:
-Przepraszam pana, panie Sweetheart. To jest Lourdes Martinez- powiedziała wskazując na mnie ręką. Dwie dziewczyny, które ufarbowane były na mocny blond, gdy usłyszały moje imię i nazwisko zaczęły o czymś sobie szeptać na ucho. Powiem szczerze, że wyglądały jak głupie plastiki, gdyż cycki miały wywieszone na sam wierzch, a różowe i błyszczące bluzki opinały ich czarne brzuchy, które zawdzięczały oczywiście solarium. Nauczyciel podniósł się z krzesła i zauważyłam, że ma około sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostów, gdyż był niewiele wyższy ode mnie. A może nawet równy.
-Tak… Jestem Christopher Sweetheart… Pamiętam przecież, że miałem mieć nową uczennicę… Chyba… Tak więc… Usiądź może…- mówił co chwilę zatrzymując się i mlaskając ustami. Mimo, że obrzydzało mnie to u niego, to i tak miałam ochotę go przytulić. Nie wiem dlaczego, więc nawet się nad tym nie zastanawiajcie.
-Może usiądzie ze mną?- zaproponowała Jenny słodko uśmiechając się do pana Sweetheart. On nie mogąc oprzeć się jej słodkiej mince potwierdzająco kiwnął głową, na co blondynka zareagowała:
-Wspaniale. Dziękuję.
Po tych słowach złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę ławki, w której wcześniej zapewne siedziała sama. Gdy rozpakowywałyśmy swoje rzeczy do klasy zaczęło się zbierać coraz więcej uczniów i już po chwili cały gabinet zapełniony był po brzegi. Gdy usłyszeliśmy dzwonek nauczyciel podyktował strony, które przeczytać mamy w podręczniku i już po chwili każdy zajęty był rozmową. Nauczyciele w różny sposób podchodzą do nauczania. Niektórzy starannie i dokładnie prowadzą lekcje, a inni zaś nie obchodzą się tym co robimy przez te czterdzieści pięć minut. Tak było w przypadku pana Christophera. Ten słodki staruszek zamiast nas czegoś konkretnego nauczyć wolał sobie czytać jakąś książkę. Nie żeby mi to przeszkadzało.
-Później mamy matmę- powiedziałam do Jenny, chcąc przerwać ciszę panującą między nami.
-Niestety- odpowiedziała nawet na mnie nie spoglądając. Zawzięcie bazgrała po okładce swojego zeszytu do chemii. Wiedziałam, że właśnie teraz powinnam zacząć z nią rozmawiać. Jeśli na tej lekcji byśmy się polubiły, to wtedy wszystko szło by już z górki. Nie wiedziałam co mogłam powiedzieć, aż w końcu szepnęłam:
-Ładne masz to zdjęcie, co wstawiłaś wczoraj na twittera.
Zdziwiona Jenny spojrzała na mnie. Przez jej wzrok zastanawiałam się czy powiedziałam coś nie tak. Ona jednak uśmiechnęła się i cała w skowronkach odpowiedziała.
-Naprawdę tak sądzisz?- spytała, a ja oczywiście potwierdzająco kiwnęłam głową.- To wspaniale. Ty też wstawiłaś wczoraj bardzo fajne zdjęcie-dodała. Zrobiłam to zdjęcie wczoraj, gdy czekałam w moim apartamencie na powrót rodziców, którzy załatwiali jakieś ważne sprawy, ale zbytnio mnie to nie obchodziło.
-Dzięki- odpowiedziałam nieszczerze uśmiechając się do niej. Dzięki tak głupiemu tematowi nasza rozmowa powoli zaczynała nabierać tempa, co oznaczało, że już niedługo mogę okazać się nowym członkiem szkolnej elity.
*lunch*
Po nudnej lekcji fizyki, którą prowadziła pięćdziesięcioletnia, drobna staruszka, poniekąd cieszyłam się długą przerwą. Jenny z którą rozmawiałam przez całą lekcję chemii i matematyki powiedziała, że jeśli chcę to mogę siąść z nimi przy stole. Gdy opuściłam szkolny budynek i znalazłam się na dworze, gdzie rozstawione były duże, okrągłe stoły w odcieniach kości słoniowej z ławkami otaczającymi blaty. W tym miejscu także było widać kto należy do szkolnej śmietanki towarzyskiej. Po jednej stronie, pod wierzbami w cieniu siedziała Jenny, jej brat i reszta ich przyjaciół. Po drugiej stronie plastiki i osiłki. Wszędzie indziej swoje miejsce miały mniejsze i mniej ważne podgrupy. Wczorajszego dnia siedziałam sama przy jednym ze stołów. Jednak dzisiejszego dnia jest inaczej. Z przewieszoną przez ramię torbą i z pewnością siebie ruszyłam w kierunku elity. Gdy szłam czułam na sobie wzrok innych uczniów, którzy bacznie mi się przyglądali. Nikt tak naprawdę nie mógł zbliżać się do stołu świętej ósemki, lecz ja jestem inna. Mnie jakieś bezmyślne zasady nie dotyczą więc mam to w dupie. Po pierwsze zaprosiła mnie tam też Jenny, więc w ogóle nie mamy o czym rozmawiać. Kiedy przystanęłam przy nich wszyscy od razu spojrzeli na mnie. Uśmiechnięta od ucha Jenny nie mogła oderwać ode mnie wzroku. Eleanor patrzyła na mnie z zaciekawieniem, a reszta ze zdziwieniem. Jedynie Zayn ze wściekłością w oczach przyglądał mi się. To właśnie jemu najbardziej przeszkadza moja osoba. Naprawdę nie rozumiem dlaczego.
-Chyba pomyliły ci się stoły księżniczko. Twój jest tam- powiedział brat Jenny, wskazując palcem na miejsce gdzie siedzą puste i zbyt mocno umalowane dziewczyny. Wraz z nimi znajdowali się tam mocno umięśnieni sportowcy, którzy z zafascynowaniem i z zaciekawieniem podziwiali swoje mięśnie, które powstały głównie dzięki sterydom i innym używką.
-Nie wydaje mi się. Jenny zaprosiła mnie do tego stolika i mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko- zwróciłam się do reszty osób, która też powinna mieć jakieś prawo głosu. Calder, która siedziała obok siostry Zayna i swojego chłopaka Louisa, przesunęła się bliżej niego i zrobiła mi miejsce.
-Siadaj, zrobiłam ci miejsce.
Ręką poklepała wolne miejsce i już po chwili siedziałam obok niej i Jenny. Malik z wrogością przyglądał mi się, a ja chcąc zrobić mu na złość słodko uśmiechnęłam się i zwróciłam się do osób, których jeszcze oficjalnie nie poznałam.
-Jestem Lourdes Martinez- zwróciłam się do pofarbowanego na blond chłopaka. Siedział on oczywiście obok Jenny. Gdy się uśmiechnął zauważyłam u niego aparat na zęby.
-Niall Horan- odpowiedział z irlandzkim akcentem, a ja zwróciłam się w kierunku brązowowłosej dziewczyny, która w milczeniu przyglądała się nam. Oczywiście chodziło mi o Danielle, która nieśmiało ścisnęła moją dłoń. Resztę osób w jakiś tam sposób poznałam i nie musiałam po raz kolejny się przedstawiać. Między nami panowała niezręczna cisza i nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Tylko Harry wygwizdywał sobie pod nosem jakąś piosenkę.
-Mógłbyś skończyć?- spytała lekko zdenerwowana Eleanor, której najprawdopodobniej przeszkadzały dźwięki, które wydawał brązowowłosy.
-Nie wydaje mi się- odpowiedział i po chwili na nowo zaczął gwizdać utwór jakiejś piosenki. Dziewczyna Louisa chciała chyba coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał jej Zayn, który zwrócił się w moim kierunku:
-Nie owijajmy w bawełnę. Nie lubię cię i twoja obecność mnie irytuje, więc może rusz swój chudy tyłek i wypierdalaj stąd.
Po jego słowach uniosłam jedną brew i już chciałam powiedzieć, że jestem tu dla Jenny, a nie dla niego, ale przeszkodziła mi w tym blondynka, która po części stanęła w mojej obronie.
-O co ci kurwa chodzi? Ja wiem, że nie przepadasz za ludźmi i w ogóle, ale ja lubię Lolę. I jeśli nie chcesz mnie stracić to sobie odpuść- powiedziała Jenny twardo patrząc na Zayna. Najwidoczniej zdanie jego siostry liczyło się dla niego, gdyż widać było po jego minie, że poniekąd mięknie.
-Tu muszę się zgodzić z twoją siostrą, Zayn. Cały czas masz pretensje o coś do Loli. Ma dziewczyna charakterek i bardzo dobrze, że ci się stawia. Wreszcie ktoś ma na tyle odwagi- stwierdził Louis, z którym chodziłam na zajęcia historii. Reszta osób zaczęła między sobą coś szeptać. Słyszałam poniekąd, że zgadzają się z tym co mówi Tomlinson. Bratu Jenny najprawdopodobniej zmiękło serce, gdyż w końcu powiedział:
-Dobra, zostań sobie.
Po tych słowach złapał swoją torbę i opuścił nasz stolik. Ups… Widocznie pierwszy raz jego świta postawiła się przeciwko niemu.
-Wspaniale. To jakie plany mamy na dzisiaj dziewczyny?- spytała uradowana Jenny, która jak zwykle uśmiechała się od ucha do ucha.
-Ja mam lekcję baletu- odpowiedziała Danielle. Od razu wiedziałam, że musi coś tańczyć. W końcu moje słowa się potwierdziły.
-Louis i ja dzisiaj mamy obiad z moimi rodzicami więc niestety, ale nie dzisiaj- powiedziała Eleanor, która była w objęciach swojego chłopaka. Naprawdę nie rozumiem co Tomlinson w niej widzi. Calder jest... dziwna. Nie rozumiem jej zachowania.
-Czyli zostałyśmy same. Co robimy?- zapytała siostra Zayna spoglądając na mnie.
-Może chciałabyś przyjść do mnie?- zaproponowałam. Normalnie nie zapraszałabym do swojego domu dziewczyny, za którą zbytnio nie przepadam, ale jeśli chcę wzbudzić sympatię Zayna i przejąć elitę to muszę podlizywać się Jenny.
-Naprawdę? To wspaniale. Słyszałeś Niall? Lola zaprosiła mnie do siebie- zwróciła się do blondyna, który rozmawiał o czymś z Harry’m, Liamem i Louisem.
-Słyszałem, a teraz muszę już iść. Do zobaczenia później- powiedział przytulając ją i opuszczając stolik z Stylesem i Liamem. Najprawdopodobniej mieli oni razem jakąś lekcję. Payne przed opuszczeniem naszego już stolika pocałował w usta Danielle.
-My także musimy już iść- zwróciła się Calder do Peazer. One najwidoczniej też miały wspólną lekcję.- Myślę, że właśnie zaczęła się nasza przyjaźń- dodała, gdy wraz z dziewczyną Liama szły w kierunku budynku szkoły. Jedynie przy stole został Louis, Jenny i ja.
-My mamy teraz razem historię- zwrócił się w moją stronę Tomlinson. Trzeba przyznać, że jest on bardzo przyjazną osobą, która przypomina mi poniekąd trzynastolatka, który uwięziony jest w ciele osiemnastolatka.
-A ja mam fizykę- stwierdziła Jennifer ze smutkiem w głosie.- I chyba muszę już iść- dodała odchodząc od stołu.
-Czekaj na mnie przy moim samochodzie!- krzyknęłam do niej. Spojrzałam na Louisa i widząc po jego minie domyśliłam się, że zaraz powie coś co sprawi, że poczuję się źle. Trzeba przyznać, że poniekąd bałam się tej jego przerażającej miny.
-Dobrze, że chociaż ty chcesz przyjaźnić się z Jenny. Większość dziewczyn wykorzystuje ją do tego by dostać się do elity. Ty na szczęście jesteś inna.
„Naprawdę musiałeś to powiedzieć, Lou?”, pomyślałam. Nieszczerze uśmiechnęłam się do niego i po chwili szliśmy już na lekcję historii.
*w drodze do domu*
Gdy wracałyśmy kabrioletem do mojego apartamentu słuchałyśmy muzyki, którą puszczali w radiu. Możliwe, że cisza, którą panowała między mną a Jenny spowodowana była tym, że nie miałyśmy zbytnio o czym rozmawiać. Obie mamy inne zainteresowania i w życiu otaczałyśmy się różnym towarzystwem. Jednak powinnam teraz przestawić się na właśnie takich znajomych. Dziwnych i niezrozumiałych. Tak, to dobre określenie tej ósemki.
-Co jest między tobą i Niallem?- spytałam, gdy w radiu puszczono wiadomości, które niezbyt mnie interesowały. Wolałam bardziej zainteresować się związkami, które panowały w elicie. To bardziej przyda mi się w życiu niż wiadomość o tym, że dolar spadł o trzy procenty.
-Co?- zapytała zszokowana Jenny, która przed chwilą przyglądała się zatłoczonym ulicom. Spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem, a ja uśmiechając się do niej odpowiedziałam.
-Przecież widzę, że coś do niego czujesz. Takie rzeczy się czuje i widzi. Przynajmniej ja je widzę- odpowiedziałam, a Jenny odwróciła głowę w stronę szyby i znowu patrzyła na przejeżdżające samochody. Przez sekundę widziałam na jej twarzy smutek, ale już po chwili szeroko uśmiechała się.
-To takie dziwne, a zarazem wspaniałe uczucie. Wiesz, być zakochanym. Czujesz się wtedy tak wspaniale i szczęśliwie. To tak jakby coś unosiło mnie na wodzie i powoli unosiło w górę i w dół. To fala szczęścia, która sprawia, że mam ochotę się rozpłynąć- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
-Dlaczego nie jesteście razem?- zapytałam, jednak zauważyłam jej wyraz twarzy. Nie czekając na odpowiedź dokończyłam - Niall o tym nie wie-  na co ona potwierdzająco kiwnęła głową.- Żadne z nich nie wie- stwierdziłam.
-Zayn wie. Ale on jest moim bratem, więc wie o wszystkim- powiedziała, a ja spojrzałam na nią. Wyglądem i charakterem w ogóle nie przypominała swojego brata. A są przecież rodzeństwem i wychodzi na to, że nawet bliźniakami.
-Dlaczego ty i Zayn nie jesteście do siebie podobni?- spytałam.
-Jestem jego adoptowaną siostrą.
Nie chciałam kontynuować z Jenny tego tematu, gdyż chyba nikt nie lubi rozmawiać  o takich rzeczach. Przynajmniej ja nie dzieliłabym się z nikim swoimi odczuciami. Gdy dojechaliśmy do Michigan Avenue, które znajduje się w centrum ruchliwego Chicago, wjechałyśmy do podziemnego garażu. Przed wjazdem musiałam jednak pokazać pani ochroniarz przepustkę, którą posiadał każdy właściciel auta. Bez niej nie opuścisz parkingu, ani do niego nie wjedziesz.
-Duży ten wieżowiec- stwierdziła Jenny, gdy opuściłyśmy samochód.
-Może być- odpowiedziałam, gdy szłyśmy w kierunku windy. Blondynka z zaciekawieniem przyglądała się przeróżnym drogim autom, które stały w rzędzie jeden obok drugiego. Najlepsze, najnowsze i najdroższe samochody: lamborgini, porsche, ferrari, jaguara i mercedesa nie ciężko zauważyć jest na ulicach w Chicago czy innych miastach. Lecz gdy wszystkie stoją obok siebie robią wielkie wrażenie. Wsiadłyśmy do windy, a ja wcisnęłam guzik z liczbą dziewięćdziesiąt.
-Mieszkasz tak wysoko?- zapytała zdziwiona.
-Mam apartament na ostatnim piętrze. Bardziej przypomina to penthouse- odpowiedziałam nie wzruszona. Od najmłodszych lat przyzwyczajona byłam do takich luksusów. Rodzicie mnie rozpieszczali, za co im bardzo dziękuję. Kiedy dojechałyśmy na moje piętro ruszyłyśmy w kierunku drzwi, dzięki którym dostać mogłyśmy się do wnętrza apartamentowca. Gdy je otworzyłam usłyszałam tylko ciche „Boże jak tu wspaniale”. Apartament mój i moich rodziców składa się z dwóch pięter. Na pierwszym znajduje się
przestronny salon z kuchnią. Ogromna kanapa jest w odcieniach brązu z nutką szarości, która jest projektu zaprzyjaźnionej z Freddim wschodzącej projektantki Zahy Hadid. Idealnie pasowała do jasnego i przestronnego wnętrza z zapierającymi dech w piersiach oknami zajmującymi całą ścianę od parteru do piętra. Na białym puchowym dywanie, przywiezionym z Norwegii stał również nowoczesny i przeszklony stolik do kawy z ułożonymi na nim czasopismami o modzie, które moja mama zawzięcie czyta każdego wieczoru. Czerwona pufa od Charlesa Eamesa jest jednym z ulubionych miejsc perskiej kotki Poppy, która teraz na nim spała. Naprzeciw niej nie mogło zabraknąć olbrzymiego telewizora plazmowego z wieżami po obu jego bokach. Na prawo od salonu stał długi, biały stół dla ośmiu osób z czarnymi krzesłami Vernona Pantona, gdzie wszyscy jedliśmy wspólne posiłki przyrządzane najczęściej przez Freddie’go, który oprócz reżyserowania interesuje się także gotowaniem. Nowoczesna kuchnia utrzymana w odcieniach bieli i czerni posiadała tylko niezbędne przedmioty, takie jak kuchenka, włoski ekspres do kawy czy piekarnik. Kierując się w głąb mieszkania niedaleko marmurowych schodów znajdował się mały, przytulny kącik z kremowym, skórzanym fotelem od Versace i małym stolikiem do kawy. To miejsce należało do mamy, która
każdego dnia siadała tam ze swoim MacBookiem Pro na kolanach i kubkiem latte w ręce, przykryta jedwabnym, bordowym kocem DKNY załatwiała swoim klientom miejsca w pierwszych rzędach na pokazy mody, rezerwując im miejsca w restauracjach na całym świecie, planując ich harmonogramy dnia, umawiając się na kawę do Starbucksa. W każdej wolnej chwili planowała wypady do butików w Chicago czy w Nowym Jorku, a to był dopiero początek jej pracy. Jest na nogach od rana do wieczora, a jednak nigdy nie słyszałam by narzekała. Bo jaka normalna kobieta marudziłaby na spotkanie z Demi Moore na kawie, czy zakupach w Beverly Hills z Kate Moos? No właśnie, żadna. Na ścianie tuż za miejscem pracy mojej mamy wisi dużych rozmiarów tablica z mnóstwem zdjęć z pokazów, kreacji, wycinków z gazet, jak również prywatnych zdjęć ze znajomymi, mną, czy ze swoim mężem. W codziennej rutynie zawsze towarzyszył jej mały buldog francuski, którego nazwała Bacon. Jest to kochany, pocieszny piesek uwielbiający spać dzień i noc. Za schodami było również wejście do gabinetu Freddie’go. Średnich rozmiarów pomieszczenie zawierało w swoim
wyposażeniu jedynie mahoniowe biurko z dwoma komputerami i laptopem, na których mój ojczym tworzył pomysły na nowe filmy, kontaktował się z obsadą, czy poprawiał scenariusze oraz biały, skórzany fotel Le Corbusiera. Po prawej stronie wisi tego samego koloru szafka wypełniona przeróżnymi dokumentami i pomysłami na nowe filmy. Nad nią wiszą obrazy początkujących artystów, głównie przyjaciół Freddie’go. Na parapecie z widokiem na Oak Street leży maleńka, ręcznie szyta poduszka i puchaty kocyk należący do perskiej kotki, Poppy. Zawsze towarzyszyła swojemu panu, gdy ten pracował. Kierując się na piętro można zauważyć wiele fotografii z pokazów mody wiszących na ścianach. Większość wykonana była przez mamę. Pierwsze drzwi na lewo prowadzą do przestronnej garderoby z niezliczoną ilością białych wieszaków, półek, szafek czy szuflad. Na nich można znaleźć ogromne ilości marynarek, spódnic, wyjściowych płaszczy,
sukienek, garniturów, jak i zwykłych T-shirtów i rurek, należących głównie do mnie. Jedną ścianę zajmuje duże, stojące lustro ze złotymi wykończeniami od YSL oraz kosztownie zdobiona, wiktoriańska toaletka. Na niej znajduje się mniejsze lusterko oraz przybory do makijażu. Od pędzelków do twarzy, po szminki od Chanel. Drugie drzwi prowadzą do mojej sypialni. Pokój jest średnich rozmiarów i niczym nie wyróżnia się od pokoi reszty nastolatek. No, może pomijając fakt, że jest to sypialnia na dziewięćdziesiątym piętrze w samym centrum Chicago z widokiem na Oak Street. Naprzeciw szerokiego, dwuosobowego łóżka Arne Jacobsena z białymi obiciami, na którym zawsze znajduje się MacBook Air i iPhone, wisiała półka sięgająca sufitu z zapierającym dech w piersiach kolekcją butów od najsławniejszych projektantów, za które każda trendsetterka dałaby się zabić. Po obu stronach łóżka stoją stoliki nocne ze złotymi lampkami Versace. Nad nimi wisi obraz przedstawiający kadr Oslo. Na puchowym, białym dywanie porozrzucane są ubrania, buty bez pary, bielizna, szkolne książki i wiele innych niezidentyfikowanych przeze mnie przedmiotów. Nie przeszkadza mi ten bałagan, gdyż nie spędzam tu zbyt wiele czasu, ale najwidoczniej farbowanej na miedziany kolor włosów kobiecie to
przeszkadzało, gdyż próbowała jakoś to posprzątać. Zapomniałam o tym, że dzisiaj przyjść miała sprzątaczka, którą zatrudniliśmy. Jenny, której pokazałam prawie cały dom, nie mogła uwierzyć w to wszystko. Co chwilę powtarzała „Jak tu wspaniale” i „Jakie to wspaniałe”. Nawet teraz powtarzała cały czas słowo „Wspaniałe są te buty”. W ręce miała właśnie jeden niebieski but, który miał może piętnastocentymetrowy obcas.
-Nie musi tutaj pani sprzątać- zwróciłam się do kobiety. Ona najwidoczniej wcześniej nie zwróciła na nas uwagi, gdyż dopiero teraz zauważyła mnie i Jennifer.
-Panienka to zapewne Lourdes Martinez. Pani Charlotte i pan Freddy dużo mi o tobie opowiadali. Jestem Margarette Bloom- powiedziała wycierając ręce w ścierkę. Uścisnęłam jej wilgotną, zapewne od przeróżnych płynów dłoń i odpowiedziałam:
-Miło panią poznać. Ale nie musi pani tu sprzątać. Poproszę panią o to, jeśli będzie taka potrzeba. A teraz dziękuję.
-Dzień dobry. Jestem Jennifer Malik, wspaniale panią poznać- wtrąciła się blondynka ściskając dłoń mojej sprzątaczki. Kobieta dziwnie spojrzała na nią i już po chwili opuszczała mój pokój. Gdy drzwi zamknęły się J dziwnie się na nie spojrzała i po chwili z uśmiechem na ustach powiedziała:
-Dziwna kobieta, ale to nie ważne. Dlaczego mieszkasz w tak wspaniałym domu jak ten?- spytała, siadając w delikatny sposób na moje łóżko. Wyglądało to tak jakby bała się, że zrobi mu krzywdę. Mam jednak nadzieję, że to łóżko wiele wytrzyma.
-Spytaj moich rodziców- odpowiedziałam przy tym wyobrażając sobie pierwsze spotkanie mojej mamy, ojczyma i Jenny. Zapewne zdziwiliby się, jakby zobaczyli blondynkę. Zazwyczaj przyjaźnię się z osobami o poglądach innych niż Jennifer. Zapewne nie zrozumieliby jej. Mało kto wie o co jej tak naprawdę chodzi. Ciągły uśmiech i wspominanie co chwilę słowa „wspaniale” niektórych przyciąga, a innych odstrasza. Myślę, że moi rodzice chyba by się przestraszyli. Kiedy siedziałyśmy z Jenny na moim łóżku i rozmawiałyśmy o normalnych rzeczach postanowiłam nieco zmienić temat.
-Dlaczego przyjaźnisz się z Eleanor?- spytałam, a moja koleżanka przez chwilę wahała się nad odpowiedzią. W końcu rzekła:
-To jest dziwna sytuacja. Eleanor zaczęła się z nami przyjaźnić, gdy przeniosła się z publicznej szkoły. Jakieś dziewczyny ją pobiły. To dlatego ma małą bliznę koło ust- dodała wskazując palcem na swoje usta.- Musisz się przyjrzeć jak nie widziałaś. El zagadała do mnie i Danielle i tak jakoś zaczęłyśmy się zadawać. Z czasem nasza przyjaźń zaczęła się pogłębiać, a ona wstąpiła do naszej paczki.
-Dlaczego wykorzystywanie i pomiatanie kimś nazywasz przyjaźnią?- spytałam przypominając sobie o tym jak Jenny opowiadała mi o kilku sytuacjach, które wydarzyły się w ich paczce.
-Bo… Nie wiem- zaczęła się jąkać. W tym samym czasie usłyszałam, że ktoś woła mnie z pierwszego piętra. Rozpoznałam, że jest to głos mojego ojczyma.
-Musimy na chwilę zejść do mojego ojca.
Po tych słowach wstałam z łóżka, a Jenny zrobiła to samo. Zeszłyśmy po schodach i już po chwili zauważyłam wysokiego, brązowowłosego mężczyznę, który na rękach trzymał  swoją ulubienicę, czyli Poppy. Gdy tylko do niego podeszłam położył na ziemię kotkę i objął mnie. Z ojczymem i mamą mam bardzo dobre kontakty. Czasami są surowi, ale traktujemy się jak przyjaciele. Jesteśmy sobie bliscy i sądzę, że rzadko zdarzają się takie rodziny, które dogadują się tak łatwo jak my.
-A kim jest twoja koleżanka?- spytał się mnie, spoglądając przez moje ramię na Jenny. Blondynka podeszła do niego i wyciągając dłoń w jego kierunku rzekła:
-Jestem Jennifer Malik, miło pana poznać panie…
-Freddy Martinez. Ciebie też miło poznać Jennifer- powiedział ściskając jej delikatną i chudą dłoń.
-Po prostu Jenny- dodała miło uśmiechając się do mojego ojczyma. Freddy odwzajemnił jej uśmiech.
-Dobrze Jenny. A może ugotuję wam lasagne?
Uwielbiam lasagne. Zwłaszcza, że przygotowywana jest przez mojego ojczyma. Jest świetnym kucharzem, jak już wcześniej wspominałam. Pytająco spojrzałam na Jenny, która tylko odpowiedziała.
-To wspaniała propozycja panie Martinez, ale niestety muszę już iść.
Po tych słowach podeszłam do niej i chcąc zachować się kulturalnie, tak jak próbował wychować mnie Freddy spytałam:
-A może cię podwiozę?
-Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Wspaniale było pana poznać. Do zobaczenia Lola- po tych słowach ruszyła w kierunku drzwi i jak niby nigdy nic opuściła mój apartament. Podeszłam do ojczyma, który przyglądał się temu co mamy w lodówce i powiedziałam:
-Jeśli twoja propozycja jest wciąż aktualna to z chęcią zjem lasagne.
Mąż mojej mamy zaczął wyciągać z lodówki i szafek potrzebne rzeczy i zaczął przyrządzać dla nas obiad. Przy tym ze sobą rozmawialiśmy o tym co robił w pracy, nad czym teraz pracuje i gdzie jest Charlotte. W pewnym momencie Freddy zmienił jednak temat.
-Jenny jest specyficzną osobą. Zwykle z takimi się nie kolegujesz.
-Czasy się zmieniają- odpowiedziałam siedząc na blacie i wymachując bezsensownie nogami.
-Czyli mam rozumieć, że szalona i nieodpowiedzialna Lola zmieni się na grzeczną i poukładaną dziewczynkę?- spytał z drwiną, którą chciał w jakiś sposób ukryć.
-Hahaha bardzo śmieszne- skomentowałam na co Freddy zareagował napadem śmiechu. Ja także zaczęłam się śmiać na głos. Lubię spędzać czas z moim ojczymem, który jest dla mnie wsparciem. Potrafi sprawić, że nawet w najgorszym momencie mój humor poprawia się. W kuchni pojawiła się Poppy, którą wzięłam na racę.
-I widzisz Poppy z kim ty mieszkasz?- zapytałam się jej, na co z Freddy’m ponownie zareagowaliśmy śmiechem.


I jest rozdział. Jak obiecałam w piątek. Piszę codziennie wieczorami małe fragmenty rozdziałów ale wierzcie mi, że dzisiaj siedziałam od godziny 17 do godziny 21 dopisując różne rzeczy. To nie jest łatwe pisać tak rozbudowane rozdziały zwłaszcza, że mam jeszcze milion rzeczy na głowie. Postaram się dodać rozdział w niedzielę, ale nic nie obiecuję. Dziękujemy za tyle wejść i jeśli możecie wspominajcie o naszym blogu. Mam nadzieję, że wam się podoba :) I jeśli macie pytania do bohaterek to zadawajcie, z chęcią na nie odpowiemy. 

52 komentarze:

  1. Łał rozdział jest mega !
    Ja ci radzę pisać krótsze rozdziały bo już na początku stracisz wenę lub chęć do pisania.
    A co do opowiadania to jest mega fajnie, że masz inny pomysł na ten blog :)
    Czekam na kolejny ! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział z resztą jak zawsze :)
    Czekam na nexta ;DD

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy11:34 PM

    Zajebisty <3 poprostu kocham Lole xd pisz dalej bo masz talent i to wielki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super powodzenia w pisaniu kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział bardzo mi się spodobał. Mam dziwne wrażenie, że z czasem dla Loli zmięknie serce i z Jenny na prawdę się zaprzyjaźnią. Bo w końcu przeciwieńtwa się przyciągają, no nie ?
    Nie mogę doczekać się już kolejnego rozdziału, więc życzę duuużo weny podczas pisania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy10:28 AM

    zajebisty rozdział! kocham to jak piszesz! masz ogromny talent! czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! :)
    mam jedno pytanko.
    jak nazywają się dziewczyny grające główne bohaterki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszamy, ale nie, nie podamy prawdziwych imion naszych bohaterek. Dlaczego? A dlatego, że co drugi blog ma wszystkie nasze poprzednie bohaterki jak i bohaterów. Alice, Frankie, Litzy, Lilly, Jullie, Blancę, Francaisa, Philippa, itd. Z racji tego, że chcemy uniknąć kolejnego kopiowania naszych pomysłów nie podajemy ich imion, przepraszam. To nie jest takie trudne poszukać sobie kogokolwiek, nie musicie przecież brać wszystkiego od nas, bo my też się napracowałyśmy cholernie mocno, by znaleźć wszystkie postacie itd. Dziękuję i przepraszam, nie pytajcie już o bohaterki. - Lola xx

      Usuń
    2. Anonimowy12:34 PM

      Ja znam jedną z ich, Lole

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. jej ! macie talent dziewczyny ! piszcie dalej !
    obserwuję i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju ! Jaki świetny ! *o*
    Nie sądziłam, że ten blog będzie taki super jak poprzednie, no bo pisałyście, że nie chcecie powtarzać sytuacji z innych blogów.
    Pomysł na nie jest tak oryginalny i świetnie napisane, że gemba mi opada !
    Co do tych podawania imion to zgadzam się w 100%, bo spotkałam się już z kilkoma blogami, gdzie są CI bohaterowie -,-

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy2:36 PM

    Super rozdział ;)
    Mam pytanko do Loli ;) Jak wygląda Poppy ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jej zdjęcie jest w "bohaterach" :) -Lola xx

      Usuń
    2. Anonimowy7:58 PM

      Głupia ja :P

      Usuń
  11. Woww..nie no masz talent i nie zaprzeczaj. Strasznie mi się podoba. Rozdziały wciągają i to BARDZO ! Są długie i to jest świetne bo takie coś to się chce czytać...czytać i nie przerywać. Świetnie zdjęcie <3 Nie wiem jak robisz, że to wszystko ci wychodzi genialne ale widać masz to COŚ :))) Czekam z niecierpliwością na następny.. jak chcesz to wpadnij czasem na mojego bloga. Nie jest tak genialny jak twój ale ujdzie :) x

    OdpowiedzUsuń
  12. Piszecie cudownie!!
    Każdy wasz rozdział jest super i każdy kolejny jest coraz lepszy :)
    Wiem że na nowy rozdział trzeba sobie poczekać ale jak już się pojawi to jest porządny ;D
    Pozdrawiam gorąco ;**

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy2:55 PM

    Powiem szczerze...jak narazie jest nudny i nieciekawy.Poprzednie blogi były ciekawsze i imiona były oryginalne. Z imieniem Lola spotkałam sie juz na tak wielu blogach ze wow!No nic licze ze sie rozwinie w miare czasu i wierze w was dziewczyny. Zdradzicie mi w którym mniej-wiecej rozdziale zamierzacie wpleśc jakąs akcje ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. większa akcja będzie się już dziać w 4 rozdziale - jenny ♥

      Usuń
  14. Anonimowy3:57 PM

    Lola - czy sądzisz, że może w przyszłości zaprzyjaźnisz się z z Jenny, tak na prawdę, nie żeby należeć do elity?
    Jenny - znasz historię swoich biologicznych rodziców, kim byli itp?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lola- nie wydaje mi się, gdyż zbytnio nie przepadam za takimi osobami.
      Jenny- nie znam historii swoich biologicznych rodziców, ale sądzę, że kiedyś to mnie zainteresuje

      Usuń
  15. oo podoba mi się ;)
    naprawdę dobrze się to czyta. :D
    super ;D

    Zapraszam do obserwowania http://free-to-be-myself-forever.blogspot.com/
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj, chciałabym Cię zaprosić na kolejny rozdział, który pojawił się na moim blogu! Mam nadzieję, że przeczytasz oraz skomentujesz! +Przepraszam za spaam (: --> http://justpretendingthatwerecool.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. zajebisty czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy6:13 PM

    Czy Jenna będzie z kimś z elity?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie się na to nie zanosi - jenny ♥

      Usuń
  19. Wybacz, ale nie czytałam i nie czytam twojego bloga, więc nie zawalaj mi proszę bloga komentarzami, żebym weszła, bo pojawił się nowy rozdział, bo widzę tego bloga 1 raz życiu, dziękuję, pa pa . : )

    OdpowiedzUsuń
  20. Anonimowy6:25 PM

    Wasze blogi niebezpiecznie wciągają, nawet przez was zaczęłam oglądać "Skins"! Nie mogę się doczekać dalszej interakcji Loli z Zaynem. Dzięki <3

    OdpowiedzUsuń
  21. super;))
    Zapraszam do mnie;))
    http://emmmm9835.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Super rozdział. Szybko dodaj nowy ;*

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej. Zostawiłaś SPAM na moim nowy blogu. Spoko, nie mam jakiś uprzedzeń do SPAMu, bo każdy chce znaleźć czytelników, prawda? Bardzo podoba mi się Twój szablon oraz oryginalność opowiadania. Szczerze mówiąc to nie znam zespołu o którym piszesz, ale to nie nie zraża, wręcz przeciwnie. Rozdział bardzo długi... lubię długie, ale ze względu na małą ilość czasu [bo szkoła] preferuje krótszę, wtedy będę mogła dokładniej skomentować rozdział.
    Najbardziej podobają mi się relacje Loli z Zajnem ^.^ Szkoda mi Jenny, która [wydaje mi się, że nie zna swoich prawdziwych rodziców], do gustu bardziej przypadła mi jednak Lola, która wydaje mi się rozsądną dziewczyną, która nie robi wszystkiego by należeć do grupy "tych najlepszych".
    Jak znajdziesz czas to zapraszam do siebie gdzie prowadzę blog o księciu Harrym i księżnicce Isabelli. Może cię zaciekawi? http://rebellious-a-princess.blogspot.co.uk/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. To wspaniale. Mam nadzieję, że uda Ci się dodać jutro rozdział. Czekam na z niecierpliwością na ciekawą akcję, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. A i jak chcesz to mogę Twojego bloga polecić mojej koleżance i siostrze ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, byłabym bardzo wdzięczna - jenny ♥

      Usuń
  26. Anonimowy8:17 PM

    Wasz blog jest tak wciągający ! Uwielbiam je czytać.
    Nienawidzę czytać książek NA SERIO, ale wasze opowiadania mogłabym czytać codziennie całe dnie ♥ Tak jak pisałam w komentarzach w tamtym blogu, mam nadzieję, że napiszecie tą książkę, znaczy wydacie. Macie już jednego kupca :D

    Mam nadzieję, że dasz radę napisać na niedziele, nic na siłę oczywiście, ale byłoby super, bo już się nie mogę doczekać nn.

    Nie słuchaj innych ahahhah pisz takie długie :D takie są o wiele ciekawsze, fajniej się je czyta i jak się przewija ma się wrażenie że jest tego coraz więcej.

    Pozdrawiam Dariaaa Xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy8:18 PM

      a i z tego co pisałaś, to mogę udostępnić twojego bloga na stronce ;))

      Usuń
    2. byłabym bardzo wdzięczna - jenny ♥

      Usuń
  27. Cudowne.!
    zapraszam do siebie na bloga fotograficznego.
    http://magicpollen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Dzieło sztuki. Tak wszystko szczegółowo opisane. Dopieszczony każdy szczegół.
    Podoba mi się pomysł na to opowiadanie. Szalona dziewczyna przychodzi do nowej szkoły z myślą, że wszyscy ją polubią a tu bach. Ma wroga na sam początek. Ciekawa jestem jak rozwiniecie wątek Zayna, on również mi się tu podoba - taki twardy facet.
    Troszkę martwię się jak to jej wyjdzie z Jenny, bo w końcu ta zażyłość między nimi jest szczera tylko ze strony Jenny, Lola ją tylko wykorzystuje aby się dostać do elity.
    Ugh, miliony pytań i tego wszystkigo, czekam na kolejny rozdział : )
    Wspomnę o Waszym blogu przy okazji następnej notki :))
    Pozdraiam c:

    OdpowiedzUsuń
  29. świetny zapraszam też na http://totaleclipseoftheheartangel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie no cudownyy :d nie spodziewałam się, że Louis powie coś tak jak na niego mądrego o tym wykorzystywaniu :), ale jednak myślę, że naprawdę dziewczyny się zaprzyjaźnią a Jenny będzie z Niallem. Bardzo mi jej szkoda :(
    Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  31. Nic dodać, nic ująć. Rozdział i blog jak zwykle wspaniały.

    Zapraszam do siebie na nowego bloga

    i-believe-in-yeasterday.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  32. Czeeść, u mnie pojawił się Prolog, na którego bardzo serdecznie chciałabym zaprosić ;3
    www.sweet-sounds-of-his-voice.blogspot.com

    Z góry przepraszam za spam.

    OdpowiedzUsuń
  33. Anonimowy12:16 PM

    Chce żeby Niall był z Jenny !!! Może niech Lola coś namiesza hm...tylko proszę,nie róbcie z niego ofiary jak w pierwszym opowiadaniu

    OdpowiedzUsuń
  34. Zajebisty! :) Długi, ciekawy, no i Lola ♥ Czego chcieć więcej? Czekam na kolejny *_*
    http://wakacyjny-oboz-z-1d.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  35. Super :)
    Jaki długi :)) Zapraszam do mnie na bloga:
    http://historie-by-torcik13.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  36. Anonimowy3:22 PM

    będzie dzisiaj nowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinien pojawić się ok godz. 19 - jenny ♥

      Usuń
  37. super rozdział, zapraszam też do siebie :) http://i-will-be-ur-man.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  38. To wasze kolejne niesamowite opowiadanie. One Direction w roli elity no, no bardzo mi się bodoba :D Rozdziały są mega długie a tak cholernie wciągają ! Już zakochałam się w tym blogu <3 Czekam na kolejny rozdział ;)

    http://give-me-love-like-never-before.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  39. Anonimowy12:07 AM

    Jejka . To jest boskie ! Ale moim zdaniem : jak dodajecie juz zdjecie np. pokoju to ja bym juz tego nie opisywala , bo skoro jest zdjecie i wiem jak to wyglada to po co mi opis tego . To tylko takie moje zdanie nie bierzcie tego za jakis hejt czy cos :) Powodzenia dalej bo wielki talent macie . Mam nadzieje , ze kiedys ktos to doceni !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. opisujemy pokoje gdyż:
      1. jest to wyzwanie, gdyż ciężko to sobie wyobrazić
      2. świadczy to o autorze, gdyż wstawienie zdjęć, to pójście na łatwiznę
      3. wysyłamy to opowiadanie do wydawnictwa więc muszą mieć opisy pokoi bo zdjęć nie przyjmą
      4. tak jest estetyczniej
      my też mamy nadzieje, że ktoś to kiedyś doceni - Jenny ♥

      Usuń
  40. Anonimowy5:27 PM

    o jeeej.. *.* wspaniały rozdzial :D chyba coś mnie łączy z Janny. No i ta reakcja Malika jak Lola się dosiadła do stolika.. przyjemnie się czyta to opowiadanie. Jest genialne. :) Zabieram się za czytanie 3 rozdzialu. xx

    OdpowiedzUsuń