12/01/2012

wyniki konkursu

Dostałyśmy łącznie szesnaście prac z czego jesteśmy bardzo zadowolone. Wszystkie były wspaniałe, interesujące i ciekawe. Ciężko było nam podjąć decyzję i do samego rana miałyśmy problem z przyznaniem pierwszego, drugiego i trzeciego miejsca. Nie mogłyśmy wybrać tylko jednej najlepszej pracy, więc postanowiłyśmy nagrodzić dwie inne osoby. Autorka, która zajęła pierwsze miejsce, niech skontaktuje się ze mną na emailu lub gadu-gadu (40858239) i tam omówimy szczegóły dotyczące filmu. Osoby, które zajęły drugie i trzecie miejsce będą miały u nas swoją własną reklamę, czyli pod każdym rozdziałem polecimy ich blog. No to czas na wyniki. Mam nadzieję, że wybrane przez nas prace spodobają się Wam tak jak nam.

III MIEJSCE
zajmuje Magda Pluton, która prowadzi blog
http://i-will-be-ur-man.blogspot.com/
Wysłała nam ona swoją pracę późnym wieczorem, gdy już spałam. Obudził mnie dźwięk telefonu, który informował, że dostałam wiadomość na emaila. Niechętnie otworzyłam oczy i zauważyłam, że ktoś wysłał nam pracę. powiedziałam sobie, że przeczytam, bo po pierwszym zdaniu wydawała się ciekawa. przyznam szczerze, że płakałam i nie mogłam usnąć. następnego dnia zmęczona i niewyspana musiałam iść do szkoły, ale było warto. Lola czytała pracę na geografii i gdy jej się przyglądałam widziałam, że jest bardzo zaciekawiona tym co widziała na ekranie. naprawdę gratulujemy pomysłu, gdyż był on bardzo oryginalny.
„Powrót do przeszłości”
*z perspektywy Nialla*
 Po raz ostatni przeczesałem palcami włosy, poprawiłem garnitur, krawat i spryskałem perfumami szyję. Przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze, głęboko westchnąłem.
- Myślę, że najwyższy czas pokazać się od tej najlepszej strony – szepnąłem, wskazując palcem na siebie w srebrzystym prostokącie.
Wyszedłem z łazienki, chwyciłem portfel oraz duży bukiet białych róż, zarzuciłem na ramiona czarny płaszcz i wybiegłem z mieszkania, głośno zamykając drzwi. Wychodząc z bloku, uderzył we mnie mocny podmuch chłodnego, zimowego powietrza. Rozejrzałem się po okolicy. Dochodziła dopiero godzina szesnasta, a już powoli zachodziło słońce, tym samym rozświetlając ulice Nowego Yorku ciepłą, pomarańczową barwą. Uniosłem dumnie głowę i ruszyłem przed siebie. Zdecydowałem, że do włoskiej restauracji udam się pieszo. Nie miałem zamiaru wywlekać samochodu z ciemnego garażu, tym samym narażając go na nieprzyjemną styczność z solą na asfalcie, ani dusić się w zatłoczonych autobusach. Miałem ochotę sprawić sobie przyjemny spacer, odetchnąć miejskim, zanieczyszczonym powietrzem i dobrze nastawić się na całkiem sympatycznie zapowiadające się popołudnie.
Szedłem krzywym, szarym chodnikiem, wzdłuż betonowych ulic  nowoczesnej dżungli. Przyglądałem się z ciekawością każdej mijającej mnie twarzy; kilku ciemnoskórych ludzi, dwie brunetki, starszy mężczyzna z małym psem na smyczy. Zastanawiał mnie fakt, że każda z tych osób ma swoje prywatne życie, problemy. Nie interesowało mnie jakie. Bardziej to, w jaki sposób sobie z nimi radzą. Przecież każdy człowiek miał i ma jakiś własny plan na pozbycie się swoich  trosk. Dlaczego więc ja nie miałem? Nigdy nie potrafiłem rozwiązać swoich problemów w naturalny sposób. Zawsze szukałem jakiejś innej drogi do pójścia, jednak nigdy jej nie znalazłem. Więc czekałem, aż los nade mną się ulituje i da mi święty spokój. Nie jestem do końca pewny, czy to była odpowiednia metoda. Usiadłem przy, wyznaczonym przez wysokiego bruneta, stoliku, ściągając przy tym ciemny płaszcz. Zawiesiłem okrycie na oparciu wygodnego krzesła i zacząłem przeglądać menu restauracji. Dochodziła godzina piętnasta trzydzieści, a szczupłej, małej blondynki wciąż nie było przy moim stoliku. Czekałem dziesięć minut, zanim wyczekiwana przeze mnie osoba zjawiła się w budynku.
Wyglądała olśniewająco. Jej długie, jasne i proste jak druty włosy wystawały spod bordowego bereciku i opadały na szarą kurtkę. Widząc mnie przy kwadratowym stoliku, uśmiechnęła się do mnie promiennie i lekko pomachała drobną dłonią. Odwzajemniłem ten subtelny gest i skierowałem się w jej kierunku.
- Cześć, Susan – przywitałem się ciepło z dziewczyną i obdarzyłem ją delikatnym pocałunkiem w zmarznięty policzek.
- Niall – zamruczała cicho, lekko się rumieniąc. Podobała mi się, bardzo. Miała w sobie to coś. Poznaliśmy się na uczelni Julliard School, do której z resztą obydwoje należeliśmy. Susan Agron miała nieprzeciętny talent wokalny. Szkoliła się jako śpiewaczka operowa oraz dodatkowo uczyła się gry na skrzypcach. Pewnego dnia udało mi się do niej zagadać i zaprosić na skromny lunch do klasycznej, Amerykańskiej kawiarni. Tak zaczęła się nasza znajomość. Zwariowany, farbowany blondyn i nieśmiała, drobna dziewczyna. Po miesiącu znajomości, zaprosiłem ją na romantyczny obiad do znanej, włoskiej restauracji. Pomogłem jasnej zdjąć kurtkę i zawiesiłem ją na wieszaku przy wejściu do budynku.  Wręczyłem jej bukiet róż i zaprowadziłem do zarezerwowanego stolika i jak na dżentelmena przystało, odsunąłem krzesło by pomóc jej wygodnie usiąść.
- Pięknie wyglądasz – powiedziałem siadając na swoim miejscu.
Susan uśmiechnęła się nieśmiało, spuszczając wzrok na swoje dłonie.
- Dziękuję – burknęła cicho – Ty też. Pierwszy raz cię widzę w garniturze.
Zaśmiałem się próbując nawiązać kontakt wzrokowy z jej czekoladowymi oczami.
- Tak… Kupiłem go jeszcze w Chicago. Pamiętam doskonale, jak wraz z moim przyjacielem Zaynem pojechaliśmy do prywatnej  krawcowej, by zamówić u niej dwa takie same garnitury – oblizałem minimalnie usta  – Elita. To były czasy.
Agron podniosła na mnie wzrok.
- Wychowałeś się w Chicago?
- Można tak powiedzieć  –  poruszałem zabawnie brwiami – Ale jestem Irlandczykiem.
Blondynka popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Nigdy bym nie powiedziała, że jesteś z tamtych okolic. Wiesz, Chicago to miasto pełne imprez, naćpanych nastolatków i bogatych biznesmenów wydających pieniądze na tanie dziwki.
Westchnąłem cicho. Przed oczami pojawiła mi się cała grupa moich przyjaciół ze szkoły.
- Myślę, że to stereotypy – przełknąłem głośno ślinę – Ludzie są tam naprawdę w porządku.
- Mówisz tak, bo tam się wychowałeś – dziewczyna ukazała dwa dołeczki na policzkach. Nie mogłem oderwać wzroku od jej promieniejącej twarzy.
- Możliwe.
Podszedł do nas kelner w białym fartuchu, ten sam, który wcześniej wyznaczył mi elegancki stolik.
- Czy mógłbym już przyjąć zamówienie? – zapytał z szerokim, przysłowiowym bananem na twarzy. Popatrzyłem pytająco, unosząc jedną brew, na moją towarzyszkę.
- Tak, poproszę klasyczne spaghetti bolonese i lampkę najlepszego czerwonego wina, jakie macie – powiedziała słodko Agron.  Chłopak zapisał zamówienie na kartce małego notesiku i popatrzył wyczekująco na mnie.
- To samo co koleżanka.
Sobotnie popołudnie mijało dokładnie tak, jak sobie je wyobrażałem. Rozmawiałem o wszystkim i o niczym z uroczą Amerykańską studentką. Przez głowę przeleciała mi nawet myśl, że mogłoby mi z nią wyjść coś więcej niż zwykła znajomość. Pijąc kolejną lampkę czerwonego wina, przyglądałem się nieziemskiej urodzie Susan. Zdaje się, że blondynka to zauważyła, bo automatycznie się zarumieniła i skierowała się do mnie pełna wstydu.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?
Uśmiechnąłem się do niej promiennie.
- Bo jesteś piękna.
I wtedy się coś we mnie przełamało. Zdałem sobie sprawę z czegoś, na co wcześniej kompletnie nie zwracałem uwagi. Susan Agron była tak bardzo podobna do jedynej, najmocniejszej miłości mojego życia. Dlatego była piękna. Nie potrafiłbym być z tą niewinną osobą, za bardzo przypominała mi przeszłość, o której tak mocno chciałem zapomnieć. Nie ze względu na znajomych, ani przeżycia z nimi spędzone, które były najcudowniejszymi chwilami jakie przeszedłem. Chciałem wyleczyć złamane serce. Wiem, że cała moja obecna sytuacja, to była tylko moja decyzja i jej konsekwencje. Ale nie ukrywam, żałowałem jej. W pewnym sensie. Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza, kiedy odprowadzałem Susan pod jej mieszkanie. Właściwie nie mieszkała jakoś bardzo daleko od uczelni, tym samym ode mnie. W końcu ja, aby dostać się do bram Julliarda, musiałem tylko przejść przez ulicę. Blondynka miała podobną sytuację, tyle, że mieszkała po innej stronie szkoły.  Było bardzo ciemno. Z nową koleżanką żegnałem się stosunkowo długo, ale nie przeszkadzało mi to. Była dopiero sobota, czyli spokojnie mogłem w następny dzień spać do południa. Cudowna sprawa. Po ciągnącej się w nieskończoność rozłące, zapiąłem płaszcz po szyję i skierowałem się w kierunku najbliższej kawiarni. Chciałem sobie przemyśleć niektóre sprawy. Otworzyłem drzwi Starbucksa, tym samym wywołując ciche brzęknięcie miedzianego dzwoneczka, który miał informować pracowników o przybyciu nowych klientów. Podszedłem do przystojnego, prawdopodobnie, Czecha i zamówiłem czystą, czarną kawę. Czekałem kilka minut na zamówienie, po czym po odebraniu gorącego, papierowego kubeczka, wyszedłem z pomieszczenia, kierując się w stronę oświetlonych ulic miasta. Jennifer Malik. Moja maleńka, słodka, wspaniała Jenny. Zawsze powtarzała to słowo, przy każdej napotkanej okazji. Wspaniała. Jej cudowne  jak słońce blond włosy, niebieskie jak morska fala oczy i cera jasna jak pierwszy śnieg każdej zimy. Minął już rok odkąd widziałem ją po raz ostatni. Usiadłem, lekko wzdychając, na ławce pokrytej białym puchem w parku, który na wiosnę zawsze jest pełen kolorowych kwiatów. Chciałbym je kiedyś zebrać, wszystkie, dla tej najcudowniejszej istoty chodzącej po ziemi. Dla Jenny, którą zostawiłem samą, w Londynie Prawdopodobnie miała już wielu nowych znajomych, możliwe, że nowego chłopaka. A może nie? Może wciąż umawiała się z psychicznym Nickiem? A może w tym samym momencie siedzi gdzieś w ciemnościach rozmyślając o przeszłości, tak jak ja? Jestem pewny, że kiedyś mnie kochała. Odczuwałem to. Każdy jej gest, ruch, uśmiech skierowany w moją stronę był inny, niż zazwyczaj. Rumieniła się, kiedy byłem blisko jej porcelanowej twarzy. Wiedziałem, że pragnęła mnie tak samo, jak ja jej. A może nie? Jednak była z Ryanem, nie ze mną. Coś musiało być na rzeczy. Może to ja? Cała moja obecna sytuacja, to był tylko i wyłącznie mój wybór, moja własna wola. Sam wpakowałem się w to gówno, ale nie potrafiłem już z niego wyjść. Było za późno. Równy rok temu miałem okazję powiedzieć blondynce, co do niej czuję. Dzień naszej rozłąki. Odwiozła mnie wraz ze swoim bratem i Harrym na lotnisko, by pożegnać się ze mną ostatni raz.
- Będziemy do siebie dzwonić, spotykać się – pocieszał mnie Styles, lekko klepiąc mnie po plecach. Podszedłem wtedy do niej. Dzieliło nas zaledwie parę centymetrów, mogłem to zrobić. „Jenny, kocham cię, zawsze kochałem” te słowa cisnęły mi się na usta, jak opętane. A jednak podjąłem decyzję zupełnie odwrotną do podpowiedzi instynktu.
- Do widzenia, Jennifer – uśmiechnąłem się do niej ze łzami w oczach i mocno przytuliłem, delikatnie całując jej lśniące włosy.  Dziewczyna odwzajemniła uścisk cicho łkając.
- Będzie mi ciebie brakowało – szeptała – Pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejszy, mój najlepszy przyjacielu.
- Wspaniale – zaśmiałem się bardziej sam do siebie, niż do moich przyjaciół. Toczyłem w swojej głowie wojnę między decyzjami. Mówić, nie mówić? Pojawiły się wątpliwości. Ale ja, Niall Horan, jestem ogromnym tchórzem. Wygrała druga opcja, ponownie. Milczeć jak kamień, zachować wszystkie wspomnienia w pamięci oprócz miłości do tej dziewczyny. Czy to się udało? Nie jestem do końca pewny. W końcu minął już równy rok od rozstania, a ja wciąż śniłem o pięknym uśmiechu siostry Zayna.  Nie odzywaliśmy się do siebie. Czasem dostałem może od niej jakiegoś smsa, a ona ode mnie. Na urodziny, albo coś. Zapomniałem nawet jej tonację głosu i jego barwę. Jej dotyk i zapach też stał mi się już obcy. Nie potrafiłem sobie przypomnieć żadnej z tych rzeczy. A jednak wciąż ją kochałem, całym sercem, całym sobą.
Marzyłem o przyszłości, starości spędzonej z nią u boku. Śniłem o naszych wspólnych, blond-włosych dzieciach biegających po naszym podwórku przed ciepłym i pełnym miłości domem. Ale to tylko imaginacja. Marzenia się nie spełniają, ludzie są tchórzliwi, nie mają na tyle siły by starać się o ich realizację. W tym ja. Potrząsnąłem energicznie głową. Stary, otrząśnij się! Otarłem dłonią policzki, po których, niewiadomo skąd, spływały słone krople z moich oczu, kapiąc do papierowego naczynia. Wstałem z mokrej ławki, przetarłem płaszcz ręką pozbywając się białego śniegu, wypiłem do końca wystygłą już kawę i wrzuciłem pusty kubeczek do parkowego kosza. Nie miałem co zrobić z rękami, więc schowałem je głęboko do kieszeń okrycia i ruszyłem, ze spuszczoną głową w dół, przed siebie. Nie miałem ochoty dłużej siedzieć w ciemności z wszystkimi wspomnieniami z Chicago. Wolałem wrócić do ciepłego mieszkania, położyć się w wannie pełnej gorącej wody i odpocząć od stresującego, pełnego problemów życia. Zdjąłem dwoma ruchami ciepłe buty, zrzuciłem płaszcz i skierowałem się do małego, zielonego saloniku. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Wszystko było na swoim miejscu. Brązowa kanapa pod ścianą, mały, czarny telewizor, jedna komoda, na której stał wysoki flakonik z samotnym krokusem. Mnóstwo książek Harukiego Murakamiego poukładanych kolorystycznie na wysokiej półce oraz trzy flagi zawieszone nad sofą; Irlandii, Wielkiej Brytanii i USA.
Uśmiechnąłem się sam do siebie. Lubiłem to miejsce, które było dla mnie czymś w rodzaju oazy spokoju i wspomnień. Uwielbiałem w nim przesiadywać i nic nie robić. Leżeć, tak po prostu, na kanapie i rozmyślać o życiu i snach. Piękne uczucia.
Usiadłem na fotelu i chwyciłem pilot od telewizora, naciskając jednocześnie na czerwony guzik, który miał uruchomić maszynę. Przerzucałem programy, szukając jakiegoś interesującego filmu, bądź wiadomości z ostatniej chwili. Zatrzymałem się na stacji MTV, na której akurat pokazywali wywiad z Justinem Bieberem. Niesamowite, że ja osobiście kiedyś poznałem tego wesołego gościa. Dzięki Loli Martinez. Lola. Ciekawe co u niej słychać? Zastanawiałem się przez dłuższy czas, ale w końcu zebrałem w sobie odwagę, chwyciłem telefon komórkowy i wybrałem numer do Liama. Payne był na obecną chwilę jedyną osobą, do której miałem ochotę zadzwonić i mogłem mieć pewność, że się nie rozkleję podczas połączenia.
- Halo?
- Boże Święty, Liam -  ucieszyłem się, gdy usłyszałem niski głos swojego kumpla – Tak dawno nie rozmawialiśmy…
- Niall? To naprawdę ty? – zaśmiał się Li – Co u ciebie słychać? Jak w Juilliardzie?
Uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Jest dobrze, poznałem wiele ciekawych osób z niesamowitymi marzeniami i zapełnionych ambicją.
Nasza rozmowa trwała stosunkowo długo, bo około godziny. Brunet opowiadał mi o swoim doczesnym życiu na studiach, o Danielle. W końcu odważyłem się go zapytać o resztę naszej paczki z Chicago.
- Dawno w sumie też z nimi nie rozmawiałem – zamyślił się chłopak – Ale mam ciągły bezpośredni kontakt z Louisem. U niego wszystko gra.
- To dobrze… Nawet nie wiesz jak mi was tutaj brakuje.
- Mi was też – Payne głośno westchnął – Musimy zrobić jakieś wspólne spotkanie. Niedługo będą święta i ferie, może zorganizujemy coś w Chicago.
- Genialny pomysł – ucieszyłem się. Chciałem spotkać się z wszystkimi moimi przyjaciółmi.Po rozmowie z Liamem, dzwoniłem też do Louisa, Harrego i Zayna.
- A co u Loli? – zapytałem niby obojętnym tonem podczas rozmowy z tym ostatnim.
- Jest bardzo dobrze. Ciężko nam razem, szczególnie podczas studiów, ale jakoś dajemy radę – mówił Malik – Bardzo się kochamy.
Oblizałem delikatnie wargi.
- A co z Jenny? Dalej jest z Nickiem?
Usłyszałem jak mulat głęboko wzdycha.
- Niall, daj spokój. Rozmawialiśmy już na ten temat. Nie ma szans dla was.
- Ale ja tylko pytam co u niej słychać! – oburzyłem się – W końcu to moja przyjaciółka.
- Skoro tak to zrozumiesz – chłopak cicho odchrząknął – Nick oświadczył się Jennifer.
Moje serce automatycznie stanęło. Nie, to niemożliwe.
- Żartujesz… - tylko tyle udało mi się z siebie wydusić.
- No, nie – Zayn cicho mlasnął – Niall, stary, wiedziałeś, że tak to się skończy. Miałeś o niej zapomnieć. Tylko przyjaźń, pamiętasz?
- Tylko przyjaźń… - powtórzyłem, tępo wpatrując się w żółtego kwiatka na komodzie.
- Niall…
- Wspaniale – przerwałem mu – Pogratuluj jej ode mnie. Muszę kończyć. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia – skłamałem.
- Nie miej jej tego za złe. Wreszcie poukładała sobie jakoś życie – burknął Malik.
- Tak, tylko, że ona mnie kochała. A ja ją… nadal ją kocham – mulat chciał mi przerwać, ale nie pozwoliłem mu dojść do słowa – W sumie cieszę się z jej szczęścia. A teraz przepraszam cię bardzo, ale muszę sobie to wszystko przemyśleć – wypuściłem powoli powietrze z ust – Jeszcze nie wiem do końca jak, ale coś wymyślę.
- Nialler, trzymaj się tam – powiedział głos Zayna w słuchawce – I zadzwoń do niej czasem. Jenny bardzo za tobą tęskni.
- Tak – burknąłem – Na pewno. Dobranoc.
- Dobranoc – odpowiedział ciemny. Płakałem. Dosłownie, łzy lały się strumieniami po moich czerwonych policzkach. Dławiłem się własną śliną jednocześnie uderzając pięściami po ścianach.
- Nienawidzę go! Zabiję! – krzyczałem, łkając. Pierwszy raz w życiu czułem się rozdarty na dwie połowy. Myślałem, że najgorszą rzeczą jaka mogła mnie spotkać, było stchórzenie i niewyznanie uczuć Jenny. Myliłem się. Jennifer Malik jest zaręczona z psycholem, Nickiem Ryanem. Świetnie. Cudownie. Podszedłem, cały spuchnięty na twarzy, do szklanego regału. Wyjąłem z wnętrza wszystkie alkohole, jakie tylko miałem. Wykwintne wina, czyste whisky i wódki, szampany, likiery i inne tym podobne. Otworzyłem każdą butelkę, po kolei i wypiłem całe zawartości z gwinta. Nie zwracałem uwagi na to, jakiego rodzaju były napoje ani ilu procentowe. Po prostu, pochłaniałem zawartość każdej butelki w ciągu paru sekund. Wypijając ostatni łyk brązowego napoju, zakręciło mi się w głowie.
- Pierdolić Jenny – szepnąłem, pociągając nosem – Najwyższy czas rozpocząć nowe życie.
Ciemność. Pustka. Sen i mocny ból głowy. Więcej nie pamiętam.

II MIEJSCE
zajmuje praca Samary, która prowadzi bloga
i-walking-away.blogspot.com
Jej praca już w pierwszym zdaniu spowodowała u mnie łzy. Mimo, że wiedziałam jakie będzie zakończenie zastanawiałam się jak to wszystko się potoczy. Tą pracę wysłałam nawet Blance, która także była nią zachwycona. Wszystkie byłyśmy pełne podziwu dla autorki. Nawet Lola, która zwykle jest obojętna na takie rzeczy, powiedziała, że ta praca musi zająć któreś miejsce. Inaczej zabiłaby mnie.
Tytuł: Na zawsze skarbie
Kategoria: Dramat
Bohaterowie: Zayn Malik, Lola Martinez
Perspektywa: Zayn Malik
***Teraźniejszość***
Stłumione głosy. Nic nie widzę przez gęstą warstwę łez. Jedyne co pamiętam to ten cholerny czas zgonu. 4:18 ciągle odbija mi się echem w głowię. Śmieję się sam do siebie, bo daję się nabierać na ten chory żart. Absurdalne, prawda?
***Dzień wcześniej, godzina 23:04***
Stała przed oknem, jej wzrok był nieobecny. Lekko uśmiechałem się pod nosem. Jak zwykle perfekcyjna, pod każdym względem. Cała Martinez. Odwróciła głowę w moją stronę i uważnie się przyglądała, co również odwzajemniłem. Nawet, gdybym chciał nie mógłbym oderwać od niej wzroku. Osoba, której nie akceptowałem sprawiła, iż ją pokochałem. Miłość jest toksyczna. Zawsze uważałem w ten sposób. Zatruta i skłonna do śmierci. Oparłem się o ścianę i podziwiałem, że w całości należy do mojej osoby. Podeszła do mnie i opierając swoją głowę o mój tors wplotła swoje małe dłonie w moje włosy. Objąłem ją mocno tak, jakbym bał się ją upuścić. Mimo tego, iż umiała walczyć o siebie, i świetnie radziła sobie w życiu, bałem się, że w jakikolwiek sposób świat wyrządzi jej krzywdę. Zataczałem dłonią kółka na jej plecach, czując jak przechodzą ją dreszcze. Moim obowiązkiem była ochrona jej ciała. Nie mogłem pozwolić na to, aby cokolwiek sprawiło smutek, lub łzy w jej oczach. Nie zasługiwała na to. Zacisnąłem jeszcze bardziej uścisk na jej talii. Pocałowałem ją w czubek głowy a prawą rękę zacząłem wsuwać pod jej białą, luźną koszulkę. Zatrzymała ją. Gwałtownie.
-Znów?- wyszeptała mi do ucha lekko się odsuwając.
-A dlaczego nie?- uśmiechnąłem się łobuzersko.
Prawda jest taka, że uwielbiam czuć jej ciało jak najbliżej siebie. Okazja poznania go jest dla mnie czymś niezwykłym.
Wyswobodziła się z mojego uścisku a ja podrapałem się po głowie -Coś nie tak?- zapytałem niepewnie. Uczucie paniki ogarnęło mnie szybciej, niż można by było  przypuścić.
-Zaczynam myśleć, że widzisz we mnie tylko obiekt seksualny- odpowiedziała ciszej, a ja ze zdziwienia otworzyłem szerzej oczy. Nigdy nie mógłbym jej wykorzystać. Nie Loli. Nie mógłbym mieć jej na "jedną noc".
-Dlaczego tak sądzisz?
-Kolejna noc jest... taka sama. Nie spędzamy ją już inaczej.
Głęboko westchnąłem i położyłem jej ręce na talii. Miała racje. Była to rutyna, ale za każdym razem czuliśmy się magicznie. Czyżbym się mylił?
-Nigdy już tak nie myśl- wtuliłem się w nią i zacząłem szeptać jej do ucha -Nie mógł bym.
Lekko odchyliła głowę w tył i spojrzała mi głęboko w oczy
-Czyli po upojnych nocach będziesz mnie także kochał nad ranem?- zapytała z lekką obawą.  Pocałowałem ją w kącik ust. Popatrzyłem w jej pełne obawy tęczówki i szeroko się uśmiechnąłem.
-Na zawsze, skarbie- szepnąłem całując jej obojczyk.
***Dzień obecny, godzina 02:29***
Szliśmy w ciemną noc trzymając się za dłonie. Dziewczyna lekko chichotała, na ramionach miała zarzuconą moją czarną marynarkę a w ręce trzymała swoje wysokie szpilki. Bzdurne gadanie i dobry humor zawdzięczaliśmy dzięki alkoholu w naszych żyłach. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Najgłupsze błahostki bawiły nas. Mocno ściskałem rękę Loli. Była taka krucha. Było pusto na ulicach, zimno i ponuro. Nie przeszkadzało to nam w żaden sposób. Nagle ona puściła moją dłoń i jak małe dziecko biegła przed siebie. Wskoczyła do małej kałuży znajdującej się na ulicy, Tańczyła. Kręciła się wokół własnej osi pośpiewując nieznaną mi piosenkę. Ja stałem i przyglądałem się jej. W oczach dziewczyny tętniło szczęście. Uśmiechnąłem się szeroko na ten widok. Odwróciłem lekko głowę i zobaczyłem zbliżający się pojazd. Moje serce zaczęło bić niebezpiecznie szybko. To tak, jakby patrzyło się na świat w zwolnionym tempie, lecz obiekt strachu jedzie ze zdwojoną siłą. Zacząłem biec w jej stronę.
-Lola, zejdź z jezdni!!- wrzeszczałem jak opętany energicznie wymachując dłońmi na znak zejścia na chodnik , lecz ona niczym mała dziewczynka stała i chichocząc pośpiewywała znaną melodię. Byłem coraz bliżej, krzyczałem coraz bardziej. Lecz nie dotarłem pierwszy. Usłyszałem uderzenie o maskę samochodu. Zamknąłem oczy i ze łzami odwróciłem oczy od tego zdarzenia. Zacisnąłem pięści i spojrzałem ze strachem w oczach na Martinez. Dziewczyna leżała na ulicy bezbronna. Podziałało to na mnie jak zimna woda wylana prosto na głowę. Zerwałem się z miejsca i pędem biegłem w stronę Loli.  Gdy byłem nad nią opadłem na kolana. Chwyciłem jej głowę w swoje dłonie, którą i tak ledwo podtrzymywała o własnych siłach. Patrzyła na mnie, tym razem ze strachem w oczach, z wielkim bólem, bez dawnych iskier. Po prostu wygasły.
-Zayn...- wyszeptała ledwo słyszalnie. Poczułem, jak położyła rękę na moim kolanie. Zobaczyłem, jak mała kropla wody kapnęła na jej siny policzek. To ja. To ja płakałem. -Obiecaj mi, że ułożysz wszystko od nowa- dodała, a jej twarz miała kamienny wyraz. To brzmiało tak, jakby chciała się pożegnać. Przecież przeżyje. Wiedziałem to, a ona mówi mi "żegnaj"!
-Przestań! Wrócisz ze mną, do domu. Usiądziemy przed telewizorem. Jak zawsze, gdy mamy wolną chwilę!- krzyczałem i płakałem coraz bardziej. Spuściłem głowę i łkałem.
-Zayn...- usłyszałem. Uniosłem się i spojrzałem w jej oczy
-Będziesz mnie kochał nad ranem?- zapytała a ja wybuchłem płaczem. Przybliżyłem się do niej i złożyłem pocałunek na jej lekko zimnych ustach. Trwaliśmy tak, lecz jej głowa opadała, przestała odwzajemniać mój ruch. Mocniej chwyciłem jej twarz, i wbijałem się w jej wargi na siłę, przy tym moje łzy wylewały się coraz bardziej. Odsunąłem się od niej. Zamknęła oczy. Złapałem jej policzki i odpowiedziałem:
-Na zawsze skarbie.

I MIEJSCE
zajmuje Desire, która prowadzi bloga
http://scars-future.blogspot.com/
Przyznam szczerze, że czytamy jej bloga i każdego dnia oczekiwałam na jej pracę. Chciałam zobaczyć jak ona to wszystko opisze i gdy dostałam emaila z jej rozdziałem ucieszyłam się. nikogo nie zdziwię tym, że jak czytałam ta pracę to płakałam. styl w jakim pisze ona opowiadania jest dla mnie i Loli czymś niesamowitym. przyznam szczerze, że zazdroszczę jej tego w jaki sposób opisuje to wszystko i chciałabym móc w tak lekki sposób opisywać przygody moich bohaterów. naprawdę ma ona wielki talent i z ręką na sercu mogę polecić jej bloga.
  Wtuleni w siebie zajmowali białą, skórzaną kanapę w salonie, oglądając jakąś marną komedię romantyczną, jak przystało na walentynkowy wieczór. Co jakiś czas czuła na swojej szyi ciepły oddech, a po chwili miękkie usta blondyna. Delikatnie oparła swoją głowę na ramionach chłopaka i wbiła wzrok w jedno z dużych okien, za którymi roiło się od coraz to częściej pojawiających się światełek.
Sama nie wiedziała, co czuła w tym momencie. Z jednej strony była szczęśliwa, na tyle na ile mogła. Wydawałoby się, że miała wszystko czego pragnęła. Miłość. Szacunek. Ciepło. Wierność. Tak, miała, ale oczekiwała tego od zupełnie innej osoby. Kto wie, może gdyby nie była tak bezgranicznie zakochana w Niallu, pokochałaby Nicka równie mocno, jak on kocha ją? Odpowiedzi na to pytanie nie znała nawet ona. Odkąd pamiętała, jej serce należało do najbliższego przyjaciela. Umierało z bólu, gdy któryś raz z kolei przekonywano ją, że z tego nic nie będzie, że to nie ma sensu. Rozmyślania po nocach - ich nie mogła się tak łatwo pozbyć. Codziennie myślała o tym, jakby to było, gdyby zamiast pocałunków otrzymywanych od Nicka, otrzymywała je od Nialla. Ironia losu, totalny debilizm, sytuacja niemal bez wyjścia - oto, jak określała swoje położenie w tym momencie.
-Co się dzieje, kochanie? O czym myślisz? - z zadumy wyrwał ją ciepły głos Nicka, a tuż przy uchu poczuła wicherek wpływających do niego słów. Dopiero teraz na powrót uświadomiła sobie, że nie jest w domu sama.
-Nic, panorama miasta jest teraz wyjątkowo piękna - odpowiedziała cichym, niemal niesłyszalnym głosem, odwracając tym samym twarz w stronę uśmiechniętego powabnie blondyna i wtapiając wzrok w jego niebieskie oczy. Tak bardzo przypominały jej oczy Nialla..
-Kocham cię - wypowiedział szeptem i złożył delikatny, aczkolwiek namiętny pocałunek na jej ustach.
Nie odważyła się powiedzieć mu tego samego. Wiedziała, że gdyby to zrobiła, okłamałaby jego i siebie samą. Kochała go, ale tylko i wyłącznie jako dobrego przyjaciela. Wygięła usta w delikatnym uśmiechu i przygryzła dolną wargę, prawą dłoń kładąc na piersi blondyna, by po chwili móc ułożyć głowę na jego umięśnionym torsie. Nie czuła się na siłach, by powiedzieć cokolwiek w tym momencie. Błogą ciszę panującą teraz pomiędzy nimi przerwało dość głośne pikanie elektronicznego zegarka Nicka. Doskonale wiedziała, co chłopak zrobi w tej chwili.  Wstanie, wyjdzie do drugiego pokoju i tam połknie swoje środki. Do tej pory jeszcze nie powiedział jej po co konkretnie zażywa te lekarstwa, nie wiedziała dlaczego są one takie ważne i gdy tylko nie ma ich w pobliżu Nick wychodzi mówiąc, że jeśli ich nie zażyje to będą kłopoty. Tolerowała to do jakiegoś czasu, jednak ostatnio, gdy łykał ich więcej niż dotychczas, coś w niej ciągle nakazywało jej dowiedzieć się, dlaczego. Dlaczego są takie ważne? Dlaczego jest niespokojny, gdy ich nie ma? Z upływem czasu strasznie zaczęło irytować ją ta "kuracja", w zasadzie nie wiedzieć czemu. Coraz częściej zbiera się na poważną rozmowę ze swoim chłopakiem, jednak dotychczas zawsze tchórzyła. Bo co jeśli on się zdenerwuje i powie coś, czego później oboje by żałowali? Poczuła niespokojny ruch blondyna, który już po chwili odsunął ją od siebie i zaczął przeszukiwać swój plecak w poszukiwaniu lekarstw. Ze zdziwieniem i zaciekawieniem spoglądała, jak Nick coraz energiczniej przeszukuje kieszenie, po chwili rozpoczynając tę czynność od nowa, uprzednio łapiąc się obydwoma dłońmi za głowę.
-Co się dzieje? - zapytała wyraźnie zaniepokojona.
-Nie mogę znaleźć tabletek.. - rzekł, w tym samym momencie zaczynając po raz kolejny przeszukiwać plecak.
-Na pewno gdzieś tutaj są, poszukaj jeszcze - powiedziała, wstając tym samym z wygodnej kanapy, by spojrzeć chłopakowi przez ramię. Na chwilę zaprzestał ponownego przeszukiwania plecaka i stanął prosto z rękoma opuszczonymi na dół. Nie wiedziała co się dzieje. Sama sobie musiała przyznać, że z każdą sekundą niepokoiła się coraz bardziej. Odwrócił się i spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem. Takim, jakiego jeszcze u niego nie znała.
-Oddaj je. - nie zdołał ukryć zdenerwowania, wokół jego umysłu krążyło tysiące myśli, a wśród nich ta jedna, która teraz wydawała mu się najbardziej prawdopodobna. Co? Totalnie ją zaskoczył. Czuła jak wielka gula narasta w jej gardle, a nogi zupełnie jakby zastygały w bezruchu, nie zamierzając odtąd się ruszyć.
-O czym ty do mnie mówisz..? Że niby ja zabrałam ci lekarstwa? - zapytała z niedowierzaniem nerwowo przełykając ślinę. Nie odpowiedział. Usłyszała tylko głośne westchnięcie i zobaczyła, jak Nick chwyta się przy tym za głowę a potem opuszcza ręce bezwładnie w dół. Chwila trwogi. Niepokój. Nie wiedziała, co może się wydarzyć.
-Oddaj mi kurwa te tabletki! Oddaj, rozumiesz?! - wrzasnął, przy tym rozbijając o ścianę wazon stojący na pobliskim stoliku. Wybuch gniewu, którego nie znała dokładnego źródła, przeraził ją. Patrzył na nią wzrokiem mordercy. Bała się, że zaraz może jej coś zrobić, a ona nie była w tym stanie jakkolwiek się bronić.
-Ja ich nie mam.. - wydukała łamiącym się głosem. Była przerażona. Chłopak nigdy nie był taki, nigdy nie zachowywał się w ten sposób; nigdy nie przeklął nawet w jej towarzystwie.
- Nie kłam! Wiem, że je masz! Musisz je mieć! Pewnie je schowałaś przede mną, żeby zobaczyć moje zachowanie! Teraz je widzisz! - wykrzyknął w jej stronę, nerwowo poprawiając rękawy swojej bluzy. -To pewnie ten cały Niall kazał ci to zrobić! - tym razem rzucił plecakiem o podłoże.
-Ja nic nie zrobiłam.. nikt mi nic nie kazał.. i nie mów tak o Niallu, to jest mój przyjaciel  - próbowała bronić się z całych sił, na ile tylko pozwalał jej obecny stan psychiczny. Wątpiła, że przyniesie to pożądany skutek. Blondyn popatrzył na nią i zaśmiał się histerycznie widząc jak bardzo jest wystraszona. Jego śmiech brzmiał jak ten zabójcy, gdy bawi się swoją ofiarą, posyłając później w jej stronę sarkastyczne opowiastki.
-I ja mam w to uwierzyć?! - począł powoli zbliżać się do niej -Przecież doskonale wiem jaka jest prawda.. - przerwał, notując łzę spływającą po jej policzku. -.. przecież ty jego kochasz, mną się tylko bawiłaś.. - przyspieszył kroku. W tym momencie poczuła coś podobnego do zwolnienia  blokady. Adrenalina i przerażenie opanowało jej ciało. Instynkt samozachowawczy podpowiadał jej ucieczkę. Gdziekolwiek, do pokoju. Widząc jak z każdym krokiem Nick jest coraz bliżej, postanowiła, co zrobi. W momencie, gdy chłopak na chwilę obejrzał się za siebie, ruszyła pędem w stronę szerokich schodów. Wiedziała, że musi biec szybko, już po chwili słyszała krzyki pełne złości i histeryzmu oraz ciężkie i równie szybkie kroki po schodach. Płacząc i bojąc się coraz bardziej znalazła się w obszernym holu i pobiegła do swojego pokoju. Jeszcze tylko kilka metrów, mówiła do siebie. Wbiegła do środka i ostatkami sił zablokowała drzwi stołem. W momencie gdy przysunęła go do drzwi, usłyszała potężny huk z drugiej strony i zadrżała z przerażenia. Chłopak walił pięściami do drzwi, cały czas głośno upominając się o lekarstwa.
-Oddaj mi je! - jęczał prawie łkając, jego głos nie był już taki pewny. Ze strachu zatkała uszy dłońmi i schowała głowę w kolanach, nie kontrolując nagłych i nerwowych ruchów swojego ciała. Była totalnie przerażona. Co jakiś czas przecierała mokre oczy modląc się o to, by to, co się teraz dzieje było snem. Nie mogła się bardziej mylić.
Głos Nicka ucichł już dawno. Najprawdopodobniej odpuścił i wyszedł z mieszkania, jednak Jenny nie miała na tyle odwagi, by ruszyć się z łóżka chociaż na krok, a tym bardziej odbarykadować drzwi.  Nie potrafiła dokładnie określić tego, co właśnie działo się w jej głowie. Nie podejrzewała chłopaka o takie zachowanie. Nie spodziewała się, że taki jest skutek niezażywania przez niego lekarstw, o których nie wiedziała więcej niż to, że dzięki nim jest spokojny. Odgrzebała w pościeli swój telefon i trzęsącymi dłońmi odblokowała ekran, co chwilę pociągając nosem. Pukanie do drzwi. Czyżby wrócił? Objęła rękoma kolana i przytuliła się do nich, modląc się w duchu, by pukanie ustało.
-Jenny, co jest? Otwórz proszę - łagodny i zaniepokojony głos Nialla dotarł do jej uszu. Przez chwilę zachciała otworzyć drzwi i wypłakać mu się w ramię, jednak po chwili zrezygnowała równie szybko. Po chwili drzwi do pokoju uchyliły się, napotykając na swojej drodze wcześniej postawiony przed nimi stół. Niall niepewnie wszedł do środka, ze zdziwieniem notując pojawienie się mebla właśnie pod drzwiami. Przeczuwał, że stało się coś złego. Przyszedł tutaj z zamiarem zabrania Jenny na lody, jednak gdy ujrzał na łóżku płaczącą blondynkę, zmienił plany. Z przerażeniem w oczach podszedł do niej i dotknął lekko jej ramienia. Dziewczyna gwałtownie odskoczyła, a on ujrzał jej zapuchnięte policzki i czerwone od płaczu oczy. Patrzyła na niego błagalnym wzrokiem, ledwo powstrzymując płacz.
-Jenny, co się stało? - zapytał, nie wiedząc zbytnio o co może chodzić. Jeżeli powodem jej płaczu był jej chłopak, był gotowy go zabić.
-Nick, on.. nie wziął lekarstw i dostał napadu złości.. - usłyszał ciche dukanie. Bez wahania przytulił roztrzęsioną dziewczynę, obejmując szczelnie jej drobne ciało. Czuł jak wzbiera w nim coraz większa złość, jednak teraz liczyło się tylko to, by przy Jenny ktoś był. Serce krajało mu się na widok przerażonej i zapłakanej przyjaciółki.
-Shhh.. wszystko będzie dobrze - wyszeptał jej do ucha, całując ją w czoło i czując jak jego koszulka moknie coraz bardziej.
-Nie! - gwałtownie odsunęła go od siebie. - Nic nie będzie dobrze! Mam dość, wiesz?! Mam dość tego, że z każdym dniem muszę udawać, że kocham Nicka, a nie kocham ciebie! Nie rozumiem swojej głupoty! Dlaczego ja jestem tak naiwna?! Mam dość tego, że z każdym dniem idzie mi coraz trudniej, mam dość! - wykrzyczała przez łzy, obserwując reakcję przyjaciela. Wydawał się być niewzruszony. - Mam dość, nie rozum.. - nie dokończyła, czując jego usta na swoich.  Początkowo uderzała pięściami w jego tors lecz po chwili całkowicie oddała się chwili. To o tym od zawsze marzyła; by to on chciał. Trzymał w swoich dłoniach jej zapłakaną twarz i czule obdarowywał jej blade od płaczu usta.
Spojrzał na nią wzrokiem pełnym smutku i miłości. Nie chciała, by to wszystko tak się zakończyło. By dopiero wtedy, kiedy jej stanie się krzywda on uświadomił sobie, że nie może dłużej czekać z wyjawieniem swoich uczuć co do niej.
-Kocham cię, a to rozumiesz?


9 komentarzy:

  1. jejku!
    wszystkie są genialne!
    dziewczyny mają ogromne talenty <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wchodząc tu i zaczynając czytać wyniki oraz prace dziewczyn myślałam sobie "One są świetne, ciekawe fabuły, przecież było 16 prac, ja na pewno nie zajmę żadnego miejsca" i mimo, że byłam pogodzona z ewentualną przegrana, że tak to nazwę, ogarnęła mną swego rodzaju adrenalina.
    A kiedy przeczytałam, że to właśnie ja zajmuję pierwsze miejsce - SZOK, totalne zaskoczenie. Wzruszyłam się, gdy czytałam to, co napisałyście o mojej twórczości, jaka jest w Waszym odczuciu. To, że każdego dnia czekałyście na moją pracę - nie spodziewałam się. Tymbardziej, że chciałam w pewnym momencie zrezygnować, bo długo nie mogłam sobie dopracować fabuły tak jakbym chciała i po prostu nie chciałam się ośmieszyć, bałam się, że to co wymyśliłam jest banalne i nie ma żadnych szans na jakiekolwiek miejsce.
    Wyrazy podziwu dla pozostałych laureatek, bardzo spodobały mi się ich prace i z uśmiechem zauważyłam, że trzecie miejsce zajęła dziewczyna, z którą miałam okazję rozmawiać na Skype :)

    Na koniec, wiem, że się rozpisałam, ale musiałam to wszystko napisać.
    Bardzo dziękuję za przyznanie pierwszego miejsca, jestem zaszczycona, bo swoje szanse okreslalam jako zerowe.
    Bardzo dziękuję! i jeszcze raz gratuluję Pluton i Samarze :*

    Niebawem odezwę się na gg, teraz pędzę czytać Wasz rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam sie. Napewno przeczytam ich blogi bo sa niebywale!! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow... Brak mi słów...
    Wszystkie prace są świetne...
    I wszystkie mnie rozkleiły...
    Love xoxo
    Niall's wife :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne, przy ostatnim już łzy napłynęły mi do oczu, a bardzo trudno mnie czymś wzruszyć . ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze miejsce w pełni zasłużone, właśnie tak chcę, żeby się to potoczyło, żeby oni w końcu byli razem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy9:48 PM

    taa wszystkie pracę były genialne szacun dla wszystkich...

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystkie są genialne :) Brawa dla autorów tekstów, jestem pod wielkim wrażeniem waszych dokonań. Każda praca była wspaniała i jedyna w swoim rodzaju. Życzę powodzenia w przyszłości, w pisaniu tak niesamowitych opowiadań :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jej dziękuję Wam strasznie za 3 miejsce. nawet nie wiecie jak mi jest miło z tego powodu :) bardzo się starałam i cieszę się, że doceniłyście moją pracę. gratuluję również Kingatey, którą z resztą uwielbiam też jako osobę no i Samarze. Wasze prace były rewelacyjne i zasłużyłyście na te miejsca :)

    dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam <3 Pluton
    http://i-will-be-ur-man.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń